W internecie znalazłam około Dnia Babci taki rysuneczek: na fotelu siedzi babcia – wielka mysz, a wokół niej małe myszki, pewnie wnuki, i pytają: babciu, ile masz lat? A ona odpowiada: dwa... Jak z tego wynika, wiek babciowania to rzecz względna.
Przypomniałam sobie też, że gdy sama stałam się babcią i chodziłam do przedszkola, do wnuków, na przedstawienia w Dniu Babci, to krytykowałam przedpołudniową porę tych imprez, bo przecież pracowałam etatowo.
Teraz, gdy już jestem prababką, to nawet nie wypada mówić, ile się ma lat, bo młode pokolenie ripostuje: przecież ludzie nie mogą żyć tak długo!
Zaczęłam ostatnio rozczulać się nad sobą, że mam już tyle lat, ile mam. A przecież moje sąsiadki, zresztą siostry, dożyły lat stu! Jedna była słabsza, wymagała fachowej opieki, ale druga nieźle sobie radziła do końca, nawet kokieteryjnie dbała o swój wygląd. No ale do stu lat to mi jeszcze dość daleko!
W czasie wizyty księdza po kolędzie dowiedziałam się, że sąsiad z dołu ma już dziewięćdziesiątkę. W niedzielę idzie spacerem do kościoła, podczas gdy ja jadę tramwajem na okrętkę... A mąż sąsiadki, profesor – 2 lata starszy ode mnie, daje jeszcze wykłady i intensywnie pracuje zawodowo w kilku miejscach...
Po tej konstatacji jakbym nabrała wigoru i natychmiast zabrałam się do pisania kolejnego felietonu. Praca, praca, praca! Tylko ona pozwala zapomnieć o kaprysach i wykrętach związanych z kalendarzem i podobnymi sprawami.
A na koniec anegdotka dotycząca jeszcze jednej sfery ludzkiego życia. Wnuk pyta dziadka: które kobiety są wierniejsze, brunetki czy blondynki? Na co dziadek odpowiada: siwe, wnusiu, siwe...
Bez zaangażowania świeckich chrześcijan Ewangelia nie dotrze do większości Polaków.
Pisałem w zeszłym tygodniu (po rozmowie z pewnym duszpasterzem akademickim), że nasz region obchodzący obecnie Rok św. Ottona z Bambergu i 900-lecie misji chrystianizacyjnej jest zapewne znowu terenem misyjnym. Dużo mniej chrześcijańskim niż byśmy chcieli, mimo, że nadal większość mieszkańców Pomorza Zachodniego to ludzie ochrzczeni, a zatem obdarzeni przez Boga łaską wiary. Kryzys naszego chrześcijaństwa dotyczy nie tylko naszej religijności – tu z przykrością mówimy o spadku uczestników Mszy świętych, a także coraz mniejszej liczbie chłopców zgłaszających się do seminarium – ale także w sferze naszych wyborów moralnych. Badania opinii publicznej odsłaniają obraz zatrważający. Coraz więcej z nas nie widzi niczego złego w rozwodach – jak się małżonkowie nie dogadują, to po co mają się razem męczyć? To dość powszechny pogląd zapominający, że zgodę, porozumienie w małżeństwie trzeba budować, kryzysy przezwyciężać, naprawiać zepsute, a nie wyrzucać. Przekonanie, że człowieka, który rozwija się jeszcze w łonie matki nie należy nadmiernie chronić, przeciwnie, jeśli matka go nie chce to można go zabić, ma coraz więcej zwolenników. Pomysł, jeszcze niedawno nie do wyobrażenia, że człowieka schorowanego, niepełnosprawnego można uwolnić od bólu zabijając go w procesie eutanazji wydaje się wielu do przyjęcia. Wielu polityków nie widzi nic niestosownego w dążeniu do sukcesu przez stosowanie kłamstw, oszczerstw, manipulacji. I nie chodzi o to, że takie sprawy jak rozwody, aborcje, zabijanie, kłamstwa, przemoc i inne aberracje się dzieją – zawsze się działy. Problem w tym, że coraz więcej z nas nie widzi w tym nic złego, nie potrzebuje zmiany. Naprawdę jesteśmy krajem misyjnym. Ale kto będzie misjonarzem?
W kaplicy św. Jana Pawła II w klinice Gemelli w Rzymie rozpoczęła się modlitwa różańcowa w intencji Leona XIV, który jest tam poddawany operacji usunięcia guza w płucu. Modlitwie przewodniczy kard. Baldo Reina, wikariusz generalny diecezji rzymskiej, której papież jest biskupem. Odmawiane są tajemnice bolesne różańca.
„W tej kaplicy, gdzie co dzień modlitewna cisza przyjmuje łzy, przechowuje oczekiwania i ożywia nadzieję, wspólnie wznieśmy nasze błagalne modlitwy, aby Pan wspierał naszego biskupa, papieża Leona i pocieszał tych, którzy są tu leczeni. Rozważając tajemnice bolesne świętego różańca, zwracamy się ku Chrystusowi, który - podobny nam we wszystkim oprócz grzechu - przeszedł przez cierpienie, przemieniając je w źródło życia. Niech Maryja, Uzdrowienie Chorych i Matka Kościoła, towarzyszy naszej modlitwie i uczy nas trwania w miłości” - powiedział kard. Reina w krótkim wprowadzeniu do modlitwy.
Andrzej Poczobut i ks. prof. Ryszard Czekalski oraz dr Adam Buława (pierwszy z lewej)
Na UKSW gościł dzisiaj Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz polskiej mniejszości na Białorusi, uwolniony z białoruskiego więzienia w kwietniu 2026 r. W wypełnionej po brzegi Auli Schumana w kampusie przy ul. Wóycickiego spotkał się ze studentami.
Poczobut jako więzień polityczny stał się symbolem represji reżimu Aleksandra Łukaszenki wobec niezależnego dziennikarstwa. Na UKSW przybył w odpowiedzi na zaproszenie ks. prof. Ryszarda Czekalskiego, rektora uczelni.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.