„Nie mam nic, co bym mógł Tobie dać...” – dobrze znamy tę pieśń ze spotkań modlitewnych. Co czujemy, kiedy uświadamiamy sobie znaczenie tych słów? Bezsilność w ofiarowaniu Bogu czegoś wartościowego, usprawiedliwienie czy pokorę wobec Bożej miłości?
Jakie refleksje towarzyszyły Maryi, gdy Bóg wybierał ją na Matkę dla swego Syna? Biblia mówi o wielkiej skromności Matki Najświętszej, która jest owocem Jej współpracy z Duchem Świętym. Obyśmy i my zaczerpnęli z tego skarbca Bożej Mądrości w stopniu dostępnym wszystkim dzieciom Bożym.
Skromność a cichość
Ks. Michał Twarkowski zauważa, że owoc Ducha Świętego, jakim jest skromność, wywodzi się z cnoty umiarkowania w posiadaniu dóbr doczesnych. Twierdzi, że Jezus w tym błogosławieństwie, utożsamiając skromność z cichością, składa obietnicę otrzymania darów Bożych w Królestwie niebieskim: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5,5). Ojcowie Kościoła w ślad za Jezusem przestrzegają ludzkość przed zgubą materializmu i konsumpcji ponad miarę. W ostatnich czasach czynił to również św. Jan Paweł II, który podczas pielgrzymek do ojczyzny wielokrotnie zadawał wiernym pytanie: Co jest ważniejsze – być czy mieć? Jego następca Ojciec Święty Franciszek kontynuuje tę myśl w swej adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium”. Poszukiwanie coraz większej ilości dóbr jest przeszkodą w radosnym przeżywaniu codzienności.
Błogosławiona założycielka Zgromadzenia Sióstr Pasterek Maria Karłowska rozwija ten temat o stwierdzenie, że bogactwa materialne zabierają w naszych sercach miejsce Bogu: „Im mniej będę miała, tym bogatszą zostanę, bo tym więcej miejsca zostanie łasce, zasługom, cnotom. Pozbywając się wszystkich rzeczy niepotrzebnych, zasłużę sobie na najpiękniejsze ozdoby i płaszcz chwały, który kupił dla mnie Jezus, umierając nagi na krzyżu. [Trzeba] wyzuć się ze wszystkiego, co się da; być ubogą, prawdziwie ubogą, coraz się czegoś więcej wyrzekając i jeszcze czegoś, aż nie zostanie nic moją własnością – tylko Bóg sam” („Zakonnica Pasterka w samotności”).
Pokorna miłość
Ograniczenie rzeczy materialnych nie zawsze jest wyrazem ubóstwa i skromności. Bywa, że czynimy to bez przekonania, z przymusu, gdy chcemy udowodnić komuś lub sobie, że stać nas na taki gest. Tymczasem Jezus w swej pokornej miłości zszedł z wysokości nieba, aby dojść do człowieka. Co więcej, stał się jednym z nas, dzielił nasz los, a nawet chciał zejść niżej niż człowiek: urodził się w stajni i umarł wyrzucony poza miasto.
Rozważanie to kontynuuje Matka Maria: „Gdyby Pan Jezus nauczał ubóstwa sam będąc bogatym – czy Jego słowa przyniosłyby zbawienne owoce? Ale znał On dobrze serca ludzkie; wiedział, że słowa poruszyć mogą, jednak przykład do naśladowania bardziej pociąga. A zatem: z Króla – stał się ubogim. O mój Jezu, biedny dla mnie, błagam Cię, wyrzuć z serca mego chęć posiadania czegokolwiek, bo tylko Ciebie samego chcę posiadać! („Zakonnica Pasterka…”).
Skromność pragnień
Reklama
Nie sposób mówić o postawie skromności bez przykładów świętych, którym dzięki Duchowi Świętemu udało się ten owoc współpracy z Bogiem osiągnąć. Wzorem pokory i skromności dla Kościoła jest postawa Maryi, Służebnicy Pańskiej, która otwartym sercem na wezwanie do Boskiego macierzyństwa odpowiada: „Niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38). Maryja w swej skromności nie pragnęła żadnego wyróżnienia za swoją wiarę i ufność względem Boga, jednak właśnie dlatego stała się godna Bożego powołania. Wielu świętych nosiło w sobie stygmaty wewnętrzne i zewnętrzne, jednak na zewnątrz wyróżniali się oni ogromnym męstwem w cierpieniach i trudnościach. Święci obdarzeni niezwykłymi darami zawsze szukali – podobnie jak Maryja – chwały i woli Bożej, dlatego wolni byli od pychy, poczucia wyróżnienia i egoizmu.
Do takiej skromności pragnień i codziennych wyrzeczeń zaprasza nas bł. Maria Pasterka: „Nauczmy się mówić: Jezusa chcę, niczego więcej! Nie tylko rzeczy zewnętrznych mam się wyrzec, ale i wewnętrznych, to jest: uznania, pochwał, przyjaźni, znajomych, umiłowania krewnych, upodobania w talentach i zdolnościach swoich – bo o wiele niebezpieczniejsze są wewnętrzne przywiązania, aniżeli zewnętrzne” („Zakonnica Pasterka…”).
Pokora a duma narodowa
Pokora jest nieodłączna od prawdy o nas samych i otaczającym nas świecie. Żyjemy w czasach, gdy w imię przypodobania się ludziom o innym światopoglądzie rezygnuje się z prawdy o swojej narodowej historii. Skromność i pokora to cechy, które wzywają nas do poszanowania innych narodów, ludzi innych ras i poglądów. Jednakże pokora zobowiązuje nas również do miłości i troski o własną rodzinę i ojczyznę. Dlatego z pokorą przyznawać się należy do historii swojej ojczyzny, nawet jeżeli narażamy się na cierpienie i niezrozumienie, co spotykało wcześniej pokolenia naszych ojców.
Stąd Maria Pasterka wzywała swoje siostry: „Matka nasza Kościół święty i Ojczyzna nasza udręczona, upokorzona, prześladowana. Nasi najbliżsi krewni, przyjaciele, znajomi, przełożeni duchowni i świeccy nacierpieli się, tyle cierpią i jeszcze cierpieć będą w więzieniach, na wygnaniu, w ciężkich robotach. Czy nie godzi się nam ubłagać dla nich i dla naszego kraju miłosierdzia Bożego?... Któżby chciał widzieć Matkę swoją w nędzy, a używać dla siebie dostatków?”.
Jako dzieci Kościoła powinniśmy troszczyć się o to, by Polska była królestwem Jezusa i Jego Matki, i modlić się o jej błogosławioną przyszłość. W październiku modlitwa różańcowa jest dla wszystkich Polaków okazją do okazania swej miłości Bogu i ojczyźnie.
Wikariusz parafii św. Jana Kantego na trasie biegu „Janosik Legenda” – 110 km w polskich i słowackich Tatrach
Odwiedził Loretto we Włoszech, szwajcarską Orselinę i Watykan. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w każdą z tych tras wyruszył z Polski... na własnych nogach.
Jestem uzależniony od sportu – przyznaje ks. Krystian Strycharski, wikariusz parafii św. Jana Kantego na Żoliborzu. Aktywność fizyczna daje mu przede wszystkim wolność wewnętrzną i pozwala nabrać dystansu do trudnych spraw, których w kapłańskiej posłudze nie brakuje. To także dobry czas na modlitwę i rozmowy, często zupełnie niezaplanowane, z napotkanymi ludźmi.
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona
na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii
pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju.
Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół
i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie
widoczne.
Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów.
Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności
obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej.
Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość
dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć,
energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa
europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe.
Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości
ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących.
Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła
swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście,
Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził
życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni
byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja
rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy
życia.
Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji
Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina,
umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie
lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie.
Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała,
że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem
a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności
i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii
i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była
wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie,
gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze
większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna
osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy.
Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie
- Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy
wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc,
czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi
jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby "
wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą
ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława
Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety,
chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach
powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się
do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do
księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier
i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby
zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską.
Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie
chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej
robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl
o niej".
Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza
XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną
i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami
pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj,
przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie
czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje
mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy
Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na
twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze
30 lat, kiedy tak pisała!
Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób
życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc
odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie
zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy
są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić
z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością
i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne.
Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła.
Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców
katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało
być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna
pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański,
dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy
się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział
apostołów pod sztandarem świętego krzyża.
Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił
do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI
starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy
zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która
trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna
umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego
Mistrza.
Kard. K. Krajewski udziela sakramentu bierzmowania
Po to jest Duch Święty, po to jest Sakrament Bierzmowania, abym się przyznał do Jezusa. - mówił kard. K. Krajewski.
Okres Wielkanocny jest czasem, kiedy w wielu parafiach młodzi ludzie - przygotowujący się poprzez katechezę i uczestnictwo w nabożeństwach - przystępują do Sakramentu Bierzmowania. Dziś wieczorem w katedrze św. Stanisława Kostki w Łodzi kard. Konrad Krajewski udzielił Sakramentu dojrzałości chrześcijańskiej grupie 24 młodych należących do parafii archikatedralnej.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.