Setki nieprzespanych nocy i dziesiątki
letnich wschodów słońca... we dwie.
System alarmowy opanowany do
perfekcji wskutek niezliczonej ilości
prób: każdego dnia, o każdej porze
i z byle powodu. A wszystko po to,
by być bliżej. Najchętniej na rękach
u mamy, względnie u taty (jedynie
w wypadku, gdy mamy w pobliżu
zabraknie!). Cel zwykle zostaje osiągnięty,
bo maleństwo i potrzebuje, bo
płacz rzewny, bo krzyk niemiłosierny,
bo obudzi starsze rodzeństwo; a potem,
gdy podrosła: bo krzycząc, wisi uczepiona
nogi tak, że kroku zrobić nie da rady...
Słowem: najmłodsza owinęła sobie
matkę wokół palca dość niechlubnymi
metodami szantażu oraz wykorzystując
socjotechniki, na które matka (najwyraźniej)
jest podatna.
Reklama
Ferie rozpoczynamy rodzinną wyprawą
do biblioteki. Na miejscu każdy idzie
w swoją stronę, przeglądać książki
zgodne z zainteresowaniami. W pewnym
momencie zza regału wychodzi
najmłodsza. Zbliża się dumna, na
chwiejnych nóżkach (chodzenie to jej
najnowsza umiejętność) niosąc książkę
pod tytułem „Zarządzanie zasobami
ludzkimi”. Sporo mi się w owej chwili
wyjaśniło – ten tytuł potwierdził zamiłowania
i talenty rocznej córki.
Chyba uwierzę w predestynację...
Zanim jednak to nastąpi, będę dzielić
się z Wami, drodzy Czytelnicy, tym, co
mi życie przynosi i tym, co mi w sercu
gra. A dzieje się niemało, bo moje serce
bije dla męża i ośmiorga dzieci. Bije
z woli Boga, za co rodzinnie staramy
się Mu dziękować.
Felietonów mojego autorstwa w żadnym
wypadku nie można czytać jako
porad eksperta, bo nim nie jestem.
I choć chciałabym umieć dobrze radzić
– wykształcenie nie to, a kompetencje
wciąż niewielkie. Mało tego! Odnoszę
nieodparte wrażenie, że im dłużej żyję,
tym bardziej doświadczam własnej
słabości, niewiedzy, nieumiejętności...
A każda, wydawałoby się wypracowana
metoda wychowawcza, ma się nijak do
nowego człowieka, jego potrzeb, cech
charakteru i osobowości.
Zatem jestem pewna, że nie ma prostych
recept i uniwersalnych odpowiedzi
na nurtujące nas pytania; jestem
przekonana, że u mnie ich Państwo nie
znajdą. Za to spróbuję opowiadać Wam
o tym, jak Pan Bóg potrafi przekuć nasze
usiłowania i niedoskonałości w dobro.
Jak również tym, że działa tam, gdzie się
Go zaprasza. Bo chodzi właśnie o to, by
być bliżej. W Wielkim Poście zwłaszcza.
Niechaj tylko metody pozyskiwania
tejże bliskości będą uczciwsze i nieco
bardziej subtelne, niż te w wydaniu
naszego domorosłego inżyniera społecznego.
Dziś świętujemy imieniny! Już od rana najmłodsi w twórczym szale rysują laurki, ktoś śpiewa „sto lat”, a ktoś inny zasiada do akompaniamentu. Szukamy przepisu na ciasto.
Dziś rozpoczęliśmy piesze pielgrzymowanie od miejsca stygmatów św. Franciszka w La Vernie do miejsca śmierci w Asyżu. Rozpoczął się trud pielgrzymowania pod różnym względem, ale w tym czasie umocnieniem jest słowo Boże i świadomość tego, że tymi drogami, którymi podążamy i miejsca, które odwiedzamy - ponad 800 lat temu mógł przemierzać św. Franciszek wraz ze swoimi uczniami.
Idąc do franciszkańskiego sanktuarium w La Vernie należy przemierzać wysoko w górę. Niby z miejscowości wydaje się, że to jest blisko, bo w linii prostej 700 metrów, a drogą samochodową dobrych 15 minut. Rozpoczęcie pielgrzymki było dobrą okazją do poszerzenia wiedzy o Biedaczynie z Asyżu. Postać znana, lubiana, a jednak historia jego życia i momenty, w których nie miał łatwo, zawsze kruszą serce. Gdy wejdzie się na plac przykościelny, oczom pielgrzyma ukazuje się piękny widok gór. Idąc jednak blisko sanktuarium można odnaleźć malowidła ukazujące życie św. Franciszka, na różnych etapach życia, zaczynając od dnia narodzin, przez rozpoczęcie drogi wierności Chrystusowi, spotkanie z sułtanem, czy właśnie na końcu, przy ostatnim malowidle wchodzi się do kaplicy stygmatów. W trakcie poznawania lub przypominania sobie życia tego świętego, można wejść przez niewielki portal - ale jakby do nowej rzeczywistości. Przejście z budynku do miejsca, gdzie widzi się surowe skały, a które św. Franciszek porównał do rozdartej na dwie części zasłony przybytku, gdy Chrystus umierał na krzyżu. Surowe rozdarte skały, drzewa, chłód powietrza i wejście do groty, gdzie Franciszek został dotknięty przez Boga. W czasie, kiedy jego wspólnota była w kryzysie, bo przecież, jak podają historia, został odsunięty od wspólnoty, był już u kresu swojego życia, czy też zaczyna doskwierać mu ślepota - po ludzku był w mocnym kryzysie, a mimo to otrzymuje od Pana Boga stygmaty. W kaplicy stygmatów modliliśmy się o dobre owoce naszego pielgrzymowania, a po błogosławieństwie ruszyliśmy w drogę. Szlak szybko zweryfikował siły pielgrzymów. Jedno z pierwszych podejść zza Chiusi Della Verna były mocną próbą. Ten moment można porównać do pierwszego czytania od proroka Ozeasza, w którym Bóg pragnie przeorać serce człowieka i chce, aby zburzył ołtarz nie jemu wybudowany. Takie momenty są świetna okazją do wyjścia ze strefy komfortu i zmierzenia się w nową rzeczywistością, przed którą stawia człowieka Opatrzność Boża. I pomyśleć że tego typu drogami przechadzali się tacy wielcy święci jak Franciszek z Asyżu i jego bracia.
Wizyta Leona XIV będzie centralnym wydarzeniem tegorocznego Meetingu w Rimini – międzynarodowego spotkania kulturalno-społecznego organizowanego przez środowisko Comunione e Liberazione. Wydarzenie odbędzie się od 21 do 26 sierpnia pod hasłem „Miłość, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy”, zaczerpniętym z „Boskiej Komedii” Dantego. Prezes Fundacji Meeting Bernhard Scholz podkreślił, że encyklika Magnifica humanitas stała się dla organizatorów ważną inspiracją tegorocznych debat.
Program 47. edycji wydarzenia zaprezentowano w ambasadzie Włoch przy Stolicy Apostolskiej. „W centrum tegorocznego Meetingu w Rimini będzie wizyta Papieża Leona XIV. Jego udział jest źródłem wielkiej radości” – powiedział Bernhard Scholz.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.