W Niedzielę Miłosierdzia bp Wiesław Śmigiel przewodniczył Mszy św. w diecezjalnym sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Toruniu. W homilii podkreślił pokorę i szczodrość Boga, który do każdego przychodzi indywidualnie, pokonuje wszystkie bariery i mury naszego życia
Whomilii Ksiądz Biskup przypomniał, że Święto Bożego Miłosierdzia jest pragnieniem samego Jezusa, które przedstawił św. s. Faustynie, a tym, który je wprowadził, był nasz wielki rodak św. Jan Paweł II. Ojciec Święty doskonale rozumiał, czym jest miłosierdzie. Sam doświadczył w życiu wiele trudu i bólu. – Papież wiedział, że żyje dzięki Bożemu Miłosierdziu. Dzięki temu, że Bóg daje mu swoją miłość i otacza go opieką – mówił. Wskazał, że dziś papież Franciszek kontynuuje dzieło św. Jana Pawła II, ucząc nas, by miłosierdzie nie pozostawało teorią, lecz kształtowało nasze postawy, całe nasze życie. – Nie ma innej drogi, która prowadzi do zbawienia, jak droga miłosierdzia – mówił bp Wiesław.
Ksiądz Biskup zaznaczył, że ludzie na różne sposoby szukają Boga i przychodzą do Jezusa, ale tak naprawdę to Jezus przychodzi do człowieka i przebacza, okazuje miłosierdzie i uzdalnia do tego, byśmy jako Jego uczniowie także czynili miłosierdzie, najpierw poprzez przebaczenie. Perykopa ewangeliczna mówiąca o spotkaniu Zmartwychwstałego z uczniami zamkniętymi w Wieczerniku pokazuje, że „kiedy człowiek się zagubi, kiedy brakuje nam odwagi i siły, to Chrystus przychodzi do nas pomimo naszego zamknięcia, naszych ograniczeń, a nawet pomimo naszego grzechu”.
W Święto Bożego Miłosierdzia przychodzimy do Jezusa, by zabrać Jego miłosierdzie do naszej codzienności. – Trudno zbudować sprawiedliwe państwo i wspólnotę, jeśli zabraknie miłosierdzia – mówił Ksiądz Biskup.
Tego dnia modlono się także za ofiary katastrofy pod Smoleńskiem oraz złożono wieńce pod epitafium upamiętniającym tych, którzy zginęli 8 lat temu. – Módlmy się o życie wieczne dla tych, którzy zginęli, a dla nas, żyjących, o dar szlachetnej, dobrej pamięci, o ukojenie smutku i pokój serca – mówił bp Wiesław.
Na pograniczu Kujaw i Wielkopolski, malowniczo położona wśród
lasów i jezior, znajduje się niewielka miejscowość - Licheń. Historia
tej osady jest bardzo stara. Prawdopodobnie w czasach rzymskich wiódł
tędy szlak bursztynowy. W XIII w. było to bogate i ludne miasteczko.
Niestety, o losach Lichenia przesądził potop szwedzki. W 1655 r.
miasto zostało prawie całkowicie zburzone, a ludność wymordowana.
Od tamtej pory Licheń nie powrócił do swej dawnej świetności i nie
odzyskał praw miejskich. Obecnie jednak jest to bardzo znana miejscowość
dzięki istniejącemu tu sanktuarium maryjnemu. Znajduje się tu cudowny
obraz Matki Bożej Bolesnej, słynący łaskami. Szczególne znaczenie
odgrywały także objawienia maryjne w dobie zaborów, w okresie okupacji
hitlerowskiej i w trudnych czasach powojennych. Podczas tych objawień
Matka Boża ukazywała się z Białym Orłem na piersiach, przynosiła
pociechę Polakom, obiecywała duchową pomoc, krzepiła ducha w narodzie.
Dlatego nazywana jest często Matką Bożą, Bolesną Królową Polski.
Od pierwszych objawień w połowie XIX w. kult Matki Bożej
Licheńskiej szybko się rozpowszechniał. Wpłynęły na to m.in. przekazywane
ustnie podania i legendy. Legendę o początkach cudownego miejsca
opowiadała w latach 50. XX w. jedna z mieszkanek Aleksandrowa Kujawskiego,
Antonina Majewska (nazywana często Antochną lub Majesią): W Lichyniu
kole borów Gromblińskich za Piotrkowem Żydowskim posł krowy Antoni
Sikocz, maluchny pastyrek. Na krzychu (konarze, przyp. DK) był umiszczony
obrozik Matuchny Najświentszej. Chłopok zawsze w poblizkości posoł,
a co dnia pioseczkiem kole obrazika posypowoł. Raz Matuchno Najświntszo
zeszło z obrazika (Niepokalane Poczęcie w niebieskiej szacie) i powiado: "
Chodź ze mnom, to ci pokoże, gdzie stanie klasztor". Chłopok się
sumitowoł, że krowy się rozlecom, ale Pani powiado, że jak stojom,
tak stoć bedom. Weszli na wysokom góre (gdzie wyższo jak te przy
rzeźni - w Aleksandrowie Kujawskim, przyp. DK) i ta kozała, żeby
chłopok zbieżoł do ksindza i opowiedzioł. Chłopok pobieżoł do krów,
a tu żodna się nie ruszyła. Paniuchno świnto znikło już na tyj górce.
Antek pobiegł do proboszcza i wołoł: "Ksinże Kanoniku, wodo idzie
i Paninka Świnta chce klasztoru". A tyn się ino zgniwoł, zamknoł
chłopoka do komórki, gdzie go nie zomykali - rano, ani śladu, wychodził
bez wielochne kraty i zamki. Wreszcie uwierzyli, jak na tym miejscu,
gdzie mioł stanąć klasztor, wytrysło źródełko. Tero tam cudo się
dziejom, choć to już niewiada, kiedy ten cud był.
Jak poszli ksienżo do tygo obroziku z monstrancyjom,
bo już nie strzymoli, to kanonik podeszed, a obrozik uniós się i
skry poszły, to dopiro młody wzion monstrancyjom, obrozik się spuścił. (
...) Klasztor postawili we wsi, a ten obrozik zostoł na krzychu ino
wysoko, drzewo obili blachom, bo ludzie skuboli. Zrazu zrobili kapliczkę
w Lichyniu, jak te dwo pokoiki, a zaś potym klasztór pobók. Ludzie
tam na klęczkoch obchodzom to drzewo, a obrozik wpuszczony we drzewo.
Od początku istnienia sanktuarium jest celem licznych
pielgrzymek. O jednej z nich tak opowiadała Antochna:
Kompania do Lichynia szła dwa dni borami. W boru tyż
nocowali. Lichyń był wtedy wioską, nocowali po stodołach, w polu.
Ksiundz dostoł łózko z poduszką słomianą, ale tyż w stodole, a ludzie
wkoło jak te pisklęta. Jedzenie kożdy broł, co móg: chlib, kawe,
a bogate to i ciasto albo minso. Na miejscu mało można było kupić.
Z Lichynia szła kompania do gromblińskigo boru, gdzie stoi tyn krzych
z obrazikiem Matki Boży. Śpiewali idąc: "Obroz Pani Dworu przez osim
lot miszkoł w boru, gromblińskim był nozywany, przez kowola był oddany,
na sośnie był umieszczony. Przez nikogo nie był krzczony. Jedni mówiom
o cholerze (że wyratował od epidemii, przyp. DK), jinni mówiom, w
nic nie wierze".
Pomyślmy o prostej, gorliwej wierze dawnych pielgrzymów,
pomyślmy o ich trudzie, gdy przybywamy do Lichenia wygodnymi autokarami,
własnymi samochodami. Ich cień będzie nam towarzyszył w kościele
św. Doroty, u źródełka, z którego wodę czerpią chorzy i pragnący
nadziei, na wszystkich dróżkach sanktuarium i Grąblińskiego Lasu.
Nie da się zrozumieć Ewangelii bez Starego Testamentu. Czytając Ewangelię bez zakorzenienia w Starym Przymierzu, bardzo wiele się traci. Stary Testament wydaje się trudny, zagmatwany i zupełnie niedzisiejszy. W dodatku święta księga opowiada historie, których bohaterowie często powinni się wstydzić.
Poniżej fragment książki Skandale Starego Testamentu. autorstwa ks. Wiktora Szponara. Zobacz więcej: ksiegarnia.niedziela.pl.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.