Jestem w rodzinie tym, który myśli racjonalnie, podczas gdy moja żona jest osobą uduchowioną, troszczącą się o rozwój religijny naszych dzieci. Przyznam się szczerze: nie zawsze byłem praktykujący. Podczas choroby Matteo ona długie dni spędzała przed grobem Ojca Pio i chodziła od drzwi do drzwi, by prosić wszystkich o modlitwę. Ja, chociaż jestem lekarzem, w momencie choroby syna stałem się zwykłym ojcem. Kiedy dotarliśmy do szpitala, podczas pierwszego badania Matteo zaczął mówić rzeczy bez sensu. Tak wydawało mi się wtedy. Potem okazało się, że one jednak mają sens. Mówił, że kiedy dorośnie, chce być bogaty, by pomagać biednym. Dzisiaj faktycznie to swoje bogactwo duchowe rozdaje niepełnosprawnym...
Przebywał w śpiączce farmakologicznej, serce przestało bić, nerki nie pracowały, monitor wskazywał, że 9 organów nie pracuje, a to w medycynie oznacza śmierć. Koledzy lekarze unikali mojego wzroku, ale nie odłączali Matteo od aparatury, jakby chcieli odłożyć tę powinność na później. Zaniechali właściwie reanimacji, bo organizm nie wykazywał żadnych reakcji. Mimo tego Matteo się obudził i – co najważniejsze – bez żadnego uszczerbku na zdrowiu. Podczas mojej pracy w szpitalu pacjenci wiele razy używali stwierdzenia, że ich uzdrowienie było cudem. Potem jednak okazywało się, że była to normalna poprawa zdrowia. Uzdrowienie Matteo początkowo zatrzymywaliśmy dla siebie, radując się, że syn żyje. Kiedy wiadomość rozniosła się i do szpitala przybył wicepostulator procesu kanonizacyjnego Ojca Pio, rozpoczęła się analiza uzdrowienia i komisja lekarska dowiodła, że jest ono niewytłumaczalne medycznie. Dzisiaj jako lekarz mam świadomość, że jest coś ponad medycyną... Wiele razy, kiedy natrafiam na trudności w leczeniu, zwracam się do Ojca Pio i proszę go o pomoc dla pacjenta.
Październik to miesiąc bogaty w postacie wielkich świętych, a także czas szczególnej modlitwy różańcowej. O powszechnym powołaniu do świętości, sile chrześcijańskiej rodziny i działaniu Ducha Świętego w naszej codzienności z metropolitą częstochowskim, abp. Wacławem Depo, na antenie Radia Fiat rozmawiała Aleksandra Mieczyńska.
Rozpoczynający się miesiąc kieruje nasz wzrok na tak wielkie postaci Kościoła, jak św. Teresa, św. Faustyna, św. Franciszek czy św. Łukasz. Wskazując na ten niezwykły czas, abp Wacław Depo przypomniał, że choć zbawienie jest jedno w Chrystusie, to święci pełnią w Kościele niezastąpioną rolę, ucząc nas, że łaska Boga potrafi przemienić każdego człowieka.
Finał Księgi Hioba jest krótki jak wyrok po długim procesie. Hiob, który przez dziesiątki rozdziałów domagał się rozprawy, po teofanii z wichru mówi: „wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić”. Dodaje zdanie, które jest kapitulacją innego rodzaju niż ta, do której namawiali go przyjaciele: „mówiłem, nie rozumiejąc, o rzeczach zbyt cudownych dla mnie”. Hiob przyznaje się jedynie do granic poznania. To wielka różnica. Bóg zresztą za chwilę oświadczy przyjaciołom, że to oni „nie mówili o Mnie prawdy, jak sługa mój, Hiob”. „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko”. Cała księga zmierza do tego jednego wersetu, od teologii referowanej do spotkania. Hiob otrzymał zamiast odpowiedzi obecność i ona wystarczyła. „Odwołuję i żałuję w prochu i popiele”. Proch i popiół są tu miejscem człowieka, który zobaczył miarę rzeczy. Grzegorz Wielki, którego Moralia in Iob są największym starożytnym komentarzem do tej księgi, widział w tym pokłonie początek prawdziwej mądrości. Więcej wie ten, kto wie, przed Kim stoi, niż ten, kto ma odpowiedzi. Epilog przywraca Hiobowi dobra w dwójnasób. Czternaście tysięcy owiec, sześć tysięcy wielbłądów, siedmiu synów i trzy córki, którym, rzecz w Biblii wyjątkowa, nadano imiona i dano dziedzictwo „pomiędzy ich braćmi”. Ta podwójna restytucja bywa czytana płasko, jakby Bóg wyrównywał rachunek. Tekst mówi ostrożniej. Pan „przywrócił Hioba do dawnego stanu” (dosłownie odwrócił jego los), gdy ten „modlił się za swoich przyjaciół”. Odnowa przychodzi przez wstawiennictwo za tych, którzy zawinili wobec niego. Hiob umiera „stary i pełen dni”, jak brzmi formuła patriarchów. Jego historia pozostaje otwarta ku większej odpowiedzi. Da ją dopiero Ten, który sam przejdzie przez niesprawiedliwy proces i grób aż do restytucji poranka wielkanocnego.
Abp Józef Kupny przekazał młodym symboliczny klucz do ich domu.
– Cieszę się, że będziecie mieli swój dom. Chciałbym, żebyście czuli się tu u siebie, żebyście odnaleźli tu swoje miejsce. Jesteście tu oczekiwani i chciani – mówił do młodzieży abp Józef Kupny.
Kilkuset młodych z rożnych stron archidiecezji wrocławskiej wraz ze swoimi duszpasterzami wzięło udział we wspólnym spotkaniu i otwarciu Domu dla Młodych – wyjątkowego miejsca w sercu Wrocławia na Ostrowie Tumskim, gdzie w bezpiecznej przestrzeni młodzi będą mogli spotkać się z rówieśnikami, budować relacje, rozwijać pasje, uczyć się i odpoczywać.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.