Reklama

Kościół

Siostra, która pozostała

Są święci, których życie zamyka się w jednej dramatycznej chwili. Są też tacy, których świętość dojrzewa długo, w ciszy, samotności i codziennej wierności. W sześćdziesiątą rocznicę śmierci s. Małgorzaty Banaś, nazaretanki z Nowogródka wspominamy kobietę, która po tragedii swojej wspólnoty została przy grobie Męczennic, przy farze, przy tabernakulum i przy ludziach.

[ TEMATY ]

s. Małgorzata Banaś

60. rocznica śmierci

archiwum CSFN

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Siostra Małgorzata Banaś była świadkiem jednej z najbardziej przejmujących historii XX wieku.

1 sierpnia 1943 roku jedenaście Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu zostało rozstrzelanych przez Niemców po tym, jak ofiarowały swoje życie w intencji ocalenia mieszkańców Nowogródka. Kościół rozpoznał w ich śmierci męczeństwo. Ona ocalała. Nie potraktowała jednak ocalenia jako ucieczki od bólu. Odczytała je jako wezwanie. Wierzyła, że Bóg zostawił ją przy życiu z konkretnym zadaniem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ocalała, aby strzec pamięci

Reklama

Po śmierci współsióstr s. Małgorzata odnalazła ich mogiłę. Od tej chwili jej życie zostało związane z tym miejscem. Miała strzec grobu Męczennic, pamięci o ich ofierze i wiary ludzi, którzy po wojnie znaleźli się w coraz trudniejszej rzeczywistości. Nowogródek po zakończeniu wojny znalazł się pod władzą sowiecką. Zmieniły się granice, a Kościół został poddany silnej presji. Zarekwirowano dom sióstr, ograniczano życie religijne, nacjonalizowano majątki kościelne, zamykano lub osłabiano parafie. Kapłani i osoby konsekrowane byli wywożeni, deportowani albo zmuszani do opuszczenia miejsc posługi. W tej rzeczywistości s. Małgorzata została sama. Przy grobie Męczennic. Przy ludziach, którym próbowano odebrać wiarę, pamięć i odwagę. Mogła wyjechać. Mogła szukać bezpieczniejszego miejsca. Pozostała jednak w Nowogródku. Wiedziała, że jej odejście mogłoby oznaczać zamknięcie świątyni, osłabienie życia religijnego i zapomnienie grobu współsióstr.

archiwum CSFN

s. Małgorzata Banaś - pierwsza z lewej

s. Małgorzata Banaś - pierwsza z lewej

Stróż tabernakulum

Jej codzienność była surowa. Wobec nowych władz funkcjonowała jako Ludwika Jakubowa. Nosiła świeckie ubranie. Nie miała klasztoru, wspólnoty, stałego utrzymania ani zwyczajnego zaplecza. Utrzymywała się z tego, co ofiarowali ludzie, z pracy własnych rąk i z małego ogródka przy farze. W najtrudniejszym czasie pomagała jej hodowana koza. W 1947 roku odebrano jej mieszkanie. Przeniosła się do zakrystii, gdzie urządziła sobie prymitywne miejsce do życia. Żyła za ścianą, w zimnie i ubóstwie, ale nie opuściła miejsca, które uznała za powierzone jej przez Boga. Najważniejszym punktem jej codzienności była fara. Porządkowała kościół, przygotowywała ołtarze, zbierała ofiary na podatki i opłaty, organizowała modlitwę wtedy, gdy nie było kapłana. Szczególnie troszczyła się o Najświętszy Sakrament. Co kilka tygodni pokonywała dziesiątki kilometrów, aby zdobyć konsekrowaną Hostię i podtrzymać obecność Chrystusa w tabernakulum. Miejscowi nazwali ją stróżem tabernakulum. To określenie najprościej oddaje sens jej misji. Strzegła obecności Boga pośród ludzi, którym system chciał odebrać duchowe oparcie.

Cicha obrona wiary

Reklama

Lata stalinowskie były dla Kościoła czasem ciężkiej próby. Presja dotykała parafii, rodzin, sumień i młodych ludzi. W takich warunkach nawet zwykła katecheza stawała się aktem odwagi. Siostra Małgorzata przygotowywała dzieci do sakramentów, pomagała dorosłym i narzeczonym, troszczyła się o chrzty i pogrzeby, gdy brakowało kapłana. Wspierała także duchowo i materialnie kapłanów oraz świeckich zesłanych na Sybir. Nie było w tym widowiskowego heroizmu. Była codzienna wierność: przygotowany ołtarz, modlitwa przy grobie, obecność przy ludziach, troska o dzieci, rodziny i tych, których system chciał skazać na zapomnienie. Dopiero w 1956 roku, po powrocie z łagrów stalinowskich, ks. Wojciech Nowaczyk przejął obowiązki duszpasterskie. Dla s. Małgorzaty była to ulga, ale nie koniec misji. Nadal trwała przy miejscu, które uznała za swoje powołanie.

Świętość codziennego trwania

Siostra Małgorzata ocaliła pamięć o Męczennicach z Nowogródka. Ocaliła ich grób. Pomogła zachować życie religijne tam, gdzie mogło ono zostać przerwane. Jej świadectwo sięga jednak głębiej niż same fakty. Przez dwadzieścia trzy lata żyła z ciężarem pytania, dlaczego to właśnie ona ocalała. Odpowiedzią nie była ucieczka od cierpienia, lecz przyjęcie zadania. Jedenaście nazaretanek oddało życie w jednej chwili. Ona oddawała je dzień po dniu: przez służbę, pamięć, modlitwę i odpowiedzialność. W jej życiu wyraźnie widać duchowość Nazaretu: prostotę, obecność, pracę, modlitwę i wierność w rzeczach zwyczajnych. Siostra Małgorzata nie miała wielkiej sceny. Miała obowiązek. Nie miała wygodnego życia. Miała misję. Nie miała rozgłosu. Miała wiarę, która pozwoliła jej zostać. W sześćdziesiątą rocznicę jej śmierci warto pamiętać o jej świadectwie. O kobiecie konsekrowanej, która ocalała z tragedii Nowogródka i przyjęła swoje ocalenie jako wezwanie. Jej życie przypomina, że świętość ma różne oblicza. Czasem objawia się w męczeńskiej śmierci. Czasem w świętym życiu, które przez lata pozostaje ukryte przed światem, ale nie przed Bogiem.

W 2003 r. Kościół rozpoczął proces beatyfikacyjny s. Małgorzaty Banaś jako duchowej męczennicy.

2026-04-26 08:23

Oceń: +55 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zobaczyć Go naprawdę potrafi tylko wiara

„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
CZYTAJ DALEJ

Harmęże: zmarł wyświęcony przez bp. Karola Wojtyłę o. Florian Szczęch

2026-09-24 07:48

[ TEMATY ]

śmierć

diecezja.bielsko.pl

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv, franciszkanin przez lata związany z Harmężami, znawca życia i działalności św. Maksymiliana Kolbego, zmarł 22 września w wieku 90 lat. Święcenia kapłańskie przyjął w 1960 r. z rąk bp. Karola Wojtyły. W Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych przeżył 74 lata, a kapłanem był przez ponad 66 lat. Uroczystości pogrzebowe odbędą się 25 września w Harmężach.

Franciszek Szczęch urodził się 26 października 1935 r. w Lubeni koło Rzeszowa jako najstarsze z czworga dzieci Józefy i Józefa Szczęchów. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1949 r. wstąpił do Małego Seminarium Ojców Franciszkanów, kontynuując naukę w Niepokalanowie i Krakowie.
CZYTAJ DALEJ

Kresowianie spotkali się w Miliczu

2026-09-26 11:48

ks. Łukasz Romańczuk

Uczestnicy Mszy świętej

Uczestnicy Mszy świętej

Po 12 latach w Świątnikach, gdzie u boku Matki Bożej Bolesnej odbywały się spotkania Kresowian z Dolnego Śląska, przenosimy te spotkania do Milicza - zaznaczył ks. Zbigniew Słobodecki, proboszcz parafii św. Andrzeja Boboli w Miliczu

Zjazd rozpoczął się od Eucharystii pod przewodnictwem ks. Słobodeckiego. Wśród kapłanów koncelebrujących był także ks. Józef Juźków. Na tę uroczystość słowo napisał także metropolita wrocławski: - Teraz to Milicz stał się miejscem, które gromadzi was na modlitwie, spotkaniu i wzajemnym dzieleniu się wspomnieniami [...] Pamięć o kresach nie może być tylko wspomnieniem przeszłości, ale także spojrzeniem w przyszłość - pisał abp Józef Kupny, wskazując, że pamięć historyczna jest ważna, i należy ją pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom. - Pamięć staje się żywa, gdy zostaje przekazana dalej. To zdanie jest ważne, zwłaszcza, że wiele świadectw odchodzi wraz z pokoleniami - napisał metropolita wrocławski, udzielając wszystkim uczestnikom spotkania błogosławieństwo.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję