Agata Kowalska: Porozmawiajmy o Bożym Narodzeniu, ale w trochę innym wymiarze. W wymiarze takiego, można rzec, zeświecczenia tychże świąt. Czy ksiądz, a szerzej – Kościół w Polsce - faktycznie obserwuje odchodzenie wiernych od religijnego wymiaru świąt Bożego Narodzenia?
Ks. Mariusz Bakalarz: Zdecydowanie. Wyznacznikiem jest to, o czym pani redaktor powiedziała, że będziemy rozmawiać o Bożym Narodzeniu, a nie o świętach. Taka pierwsza zmiana, która się dokonuje, którą mocno widać, to zmiana w języku. Mówimy, że są święta, bo to oczywiste, jakie święta są w grudniu. Unika się często mówienia o świętach Bożego Narodzenia. Dostrzegamy to w życzeniach, które składają przedstawiciele rządu, samorządu; w życzeniach, które dostajemy - takich można by powiedzieć „neutralnych światopoglądowo”. One przypominają kartki świąteczne z czasów mojego dzieciństwa. Były bombeczki, były choineczki, były życzenia wesołych świąt, tylko nie było tam żadnego elementu religijnego. A przecież te święta to są święta Bożego Narodzenia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Pierwszym elementem bardzo dostrzegalnym jest więc zmiana języka. Takie wycinanie z przestrzeni społecznej, z życzeń - tego elementu religijnego. Jakby on był jakimś elementem obcym. Tymczasem to są święta Bożego Narodzenia nie bez powodu. Pytanie, czy dostrzegamy taką zmianę? Da się ją dostrzec i w sposobie przeżywania świąt. W rozmywaniu się znaków. Święta mają to do siebie, że domagają się właściwego im przeżywania. Dziś często ludzie święta kojarzą przede wszystkim z jakimś wyjazdem - to jest sposób spędzania tych dni. Takie ferie zimowe, a nie święta. Święta powinno spędzać się w taki sposób, jaki wynika z samej specyfiki świąt, czyli ma być to przeżycie religijne. Spotkanie z Bogiem w liturgii tego czasu, przeżywanie duchowo. To jest największe zagrożenie – wypranie czasu Bożego Narodzenia z ich najważniejszego Bohatera.
Księże, dzisiaj również mamy problem w znalezieniu prawdziwej bożonarodzeniowej kartki. Kiedy wpisuję także w program graficzny hasło Święta Rodzina, żeby zrobić coś samemu, to często niestety, ale nie znajduję tam Jezusa, Maryi i Józefa...
Ks. Mariusz Bakalarz: Jakie są obecnie najpopularniejsze elementy dekoracji świątecznych? Krasnale i dziadki do orzechów. Nie wiem nawet skąd wzięła się ta moda na dziadki do orzechów... A tymczasem jeszcze niedawno tym najważniejszym elementem była chociażby szopka, wyobrażenie stajenki betlejemskiej. Dziś już próżno ich szukać. W przestrzeni miejskiej, chociażby u nas w Częstochowie, już u początku Adwentu jest mnóstwo dekoracji, ale też hasła o wesołych świętach, tylko za bardzo nie wiadomo jakich. Mnóstwo dekoracji świątecznych, tylko niereligijnych. To jest zupełnie zakłamanie też treści tych dni, których przeżywamy i ich wymiaru.
Reklama
Święta przed Adwentem. Można by tak rzec przecież, że święta Bożego Narodzenia obchodzimy już przed Adwentem. Ledwo skończy się uroczystość Wszystkich Świętych i już w przestrzeni medialnej, miejskiej, w galeriach handlowych widzimy dekoracje świąteczne, tylko właśnie w takim wymiarze, o jakim mówi ksiądz. Czy to nie jest trochę tak, że... wyprzedzamy fakty? Tylko dlaczego to robimy? Dlaczego chcemy za szybko zacząć przygotowywać się do tego momentu? Tylko czy to jest w ogóle przygotowanie, czy to można tak nazwać?
Ks. Mariusz Bakalarz: Pewnie gdybyśmy szukali powodu takiej sytuacji, to odpowiemy krótko: pieniądze. Boże Narodzenie, czyli czas świąt (zależy jak ktoś się znów językowo odniesie do tego, co obchodzimy), ma bardzo duży potencjał marketingowy i ekonomiczny. Wystarczy zobaczyć, ile ludzie kupują w tym czasie. Zatem i też dobre skojarzenia, które mają święta, powodują, że ludzie chętnie coś kupują, że już wcześniej można uruchomić sprzedaż, dlatego właśnie mówimy też o takiej rywalizacji internetowej, kto pierwszy zauważy już zmianę asortymentu na świąteczny, który sklep zrobi to jako pierwszy. Bo to budzi dobre skojarzenia, dobrze się sprzedaje.
Reklama
Stąd właśnie zmiana pewnego modelu, co powoduje, że Adwent praktycznie zanika. Taki Adwent, jaki pamiętam jeszcze z dzieciństwa, kiedy nie wolno było śpiewać kolęd przed Wigilią. Kiedy choinkę ubierało się tak naprawdę w ostatnim momencie. Miało to swój urok, bo rzeczywiście wyczekiwało się na święta. A my dzisiaj świętami zdążymy się zmęczyć, zanim one przyjdą. Adwentu praktycznie nie przeżywamy. Po świętach najważniejsze są wyprzedaże. W efekcie - tych świąt nie przeżyjemy, bo one nie mają tego swojego niepowtarzalnego uroku. Te dni zatracają swoją niepowtarzalność. Świat rządzi się swoimi porządkami - choćby świat handlu, świat marketingu - ważne jednak, byśmy tylko my umieli w tym się odnaleźć. Aby w tej zewnętrzności właściwie przeżywać ten naprawdę piękny czas Adwentu i Bożego Narodzenia.
Kolejną kwestią są kalendarze adwentowe, które kiedyś kojarzyły się z tym, że było to zbliżanie się do świąt Bożego Narodzenia, odliczanie dni z Dzieciątkiem. Dzisiaj kalendarze adwentowe to są produkty marketingowe, gdzie są albo czekoladki albo nawet już luksusowe kosmetyki!
Idąc dalej można zadać sobie pytanie o przeżywanie Wigilii, która sama w sobie jest przecież oczekiwaniem na narodzenie Jezusa, a nie tylko rodzinnym spotkaniem przy stole. Na co my czekamy? Na tę radość, która wśród nocy się rozlegnie, że Chrystus się narodził? Czy na rodzinne spotkanie i luksusową kolację?
Jaką rolę w tym wszystkim odgrywają media? Widzimy teraz gwiazdy, celebrytów, którzy sami mówią, że nie wierzą, nie chodzą do kościoła, ale święta obchodzić będą, bo mogą, nikt im przecież tego nie zabroni. Gdzie jest w tym wszystkim jest prawda i czy to nie jest obłuda?
Reklama
Ks. Mariusz Bakalarz: To jest taka wydmuszka, tylko kulturowe przeżywanie, „bo ładnie, bo kolorowo, bo światełka, bo prezenty, bo rodzinne spotkanie”. Nawet pewnie w tym czasie znów odżyje taka narracja o tym, że to właściwie Kościół zawłaszczył sobie święta; że to przecież było rzymskie święto przesilenia zimowego, a w Polsce to też były ludowe, prasłowiańskie obchody; kościół bezczelnie to wszystko zawłaszczył, zabrał, przywłaszczył tradycję. Owszem, Boże Narodzenie zaczęto obchodzić w tym momencie, ale to miało swój wielki wymiar. Nie tylko, żeby zatrzeć pogańskie święta (mówimy o kontekście Rzymu), ale żeby też pokazać inną treść. Natomiast też warto pamiętać, że święta Bożego Narodzenia wcale nie są najstarszymi świętami. Najważniejszym świętem jest Zmartwychwstanie Pańskie. Starsze niż Boże Narodzenie jest Objawienie Pańskie, czyli nasi Trzej Królowie. Święta Bożego Narodzenia stosunkowo późno zaczęto obchodzić w liturgii. Niemniej, wielu ludzi dziś twierdzi, że ma prawo, żeby obchodzić te pierwotne święta, w które to Kościół się „wpakował” ze swoim Bożym Narodzeniem. Do tego dochodzi śpiewanie kolęd. Tu mamy sytuację dość kuriozalną, bo jeśli ktoś uważa, że nie wierzy, nie ma to dla niego znaczenia, a lubi pośpiewać kolędy to jest już – powiedzmy nawet – schizofreniczne! Kolędy nie są tylko ładnymi piosenkami, ale śpiewaną katechezą albo modlitwą. Widzę, że wielu skutecznie potrafi sobie nawet i to wytłumaczyć. Natomiast to też pokazuje jakąś tęsknotę. Myślę, że wśród tych gwiazd, tych osób, o których pani redaktor wspomniała, jest jakaś głęboka tęsknota za tym przeżywaniem świąt, za ich treścią. Tylko ta tęsknota jest może jeszcze nienazwana, nierozpoznana. Nawet w tej zewnętrzności jest pragnienie tego czegoś, albo tego kogoś, kto się w świętach kryje.
A czy wśród samych katolików obserwuje ksiądz nieco bardziej świeckie podejście do tego tematu? Czy my sami, katolicy, trochę sobie tych świąt nie skomercjalizowaliśmy? Czy to wszystko nie osłabia prawdziwego znaczenia tego Narodzenia Pańskiego? Czy na przekór można powiedzieć, że jest w tym jednak szansa ewangelizacyjna?
Reklama
Ks. Mariusz Bakalarz: Pewnie my żyjąc w takim świecie, jakim on jest, też siłą rzeczy ulegamy wpływowi. Nawet jeśli ktoś jest wierzącym i praktykującym mniej czy bardziej to w jakiś sposób ulega wpływowi świata przez chociażby właśnie takie komercyjne podejście. W moim domu nie dawaliśmy nigdy sobie prezentów na święta. I to pozwoliło nam święta trochę oczyścić. Nie było i nie jest najważniejsze, co kto dostanie, co kto komu da, tylko najważniejsze, że się spotkamy, że w tym spotkaniu będzie rzeczywiście ta treść! Że rozpoczniemy wieczerzę od czytania Ewangelii, od modlitwy wspólnej; że będzie to rzeczywiście oczekiwanie na tę radość nocy Bożego Narodzenia. Prezenty to taka trochę presja marketingowa, której najbardziej ulegają najmłodsi. Zatem rodzice muszą trochę się dostosować, żeby nie sprawić dzieciom przykrości, że nie dostaną prezentów. Pewnie nie jest to łatwe dla rodziców, żeby wyjaśnić, że to nie jest najważniejsze. Wymaga to procesu dojrzewania, może późniejszego etapu rozwoju dziecka, żeby mogło zrozumieć, że rzeczywiście to nie jest istota świąt.
Potencjał ewangelizacyjny jest, i on myślę, jest w tym, co jest zakryte. Choćby światełka. Trudno sobie wyobrazić teraz święta Bożego Narodzenia bez światełek. A teraz one są znacznie tańsze i w produkcji, i w użytkowaniu, więc jest ich mnóstwo. Ale skąd się wzięły te światełka? Właśnie one mają przypominać o tej światłości, która rozświetliła ciemność nocy. W Adwencie mamy ten bardzo wymowny symbol ciemności i światła, choćby w czasie Rorat, kiedy jest ciemność i oczekiwanie na to światło. To jest pewnie ta tęsknota, która ma wielki potencjał ewangelizacyjny. Żeby tylko chcieć ją odkryć, żeby chcieć tylko zrozumieć też to, co się dzieje w święta Bożego Narodzenia. Oczywiście skomercjalizowane, trochę zepsute przez ten świat. Ale myślę, że jeśli ktoś chce, to nawet w takim świecie, jakim jest, przeżyje dobrze Boże Narodzenie.
Nie wydaje się księdzu, że święta Wielkiej Nocy trochę bardziej zdystansowały się od tej komercjalizacji?
Reklama
Ks. Mariusz Bakalarz: Oczywiście, dlatego właśnie, że łatwo się zachwycać malutkim Dzieciątkiem, uroczym, śpiącym, nawet zanucić kolędy i się rozczulić. Trudniej jednak stanąć wobec Ukrzyżowanego. Tu już trudno się zachwycić. Można się wzruszyć, ale przede wszystkim trzeba sobie zadać pytania. Dlaczego ten człowiek został ukrzyżowany? Dlaczego umarł i co ta śmierć ma mi powiedzieć. Poza tym też czas świąt Wielkanocnych nie ma takiej nośności marketingowej jak zima, światełka, rodzinne spotkanie, koniec roku. Podświadomie uciekamy od tematu śmierci i życia, a bardziej życia po życiu. Trudniej zmierzyć się z tajemnicą Wielkanocy.
Jakie symbole Bożego Narodzenia utraciły dzisiaj swoje oryginalne, pierwotne znaczenie?
Ks. Mariusz Bakalarz: Pierwsze moje skojarzenie to opłatek. W polskiej tradycji łamiemy się opłatkiem, czyli chlebem. I ten chleb dokładnie tak się wypieka, jak wypieka się Chleb Eucharystyczny, czyli Hostię. Dla nas to też trudne duszpastersko, bo wielu ludziom później Komunia kojarzy właśnie z opłatkiem, więc to trzeba umiejętnie też wyjaśniać. Ale sam opłatek miał i ma prowadzić do Chleba Eucharystycznego. Kiedyś było dość oczywiste, że po pobłogosławiony opłatek szło się do kościoła. Dziś opłatki mamy w marketach, sklepach, zupełnie niepobłogosławione, takie stały się też świeckim symbolem, zatraciły swoje głębokie znaczenie.
A co z magią świąt? To jest takie utarte sformułowanie powtarzane przez wszystkich ludzi dookoła beznamiętnie. A przecież to są dwa wzajemnie wykluczające się słowa.
Reklama
Ks. Mariusz Bakalarz: Nie znoszę tego sformułowania i bardzo mnie zawsze razi. Czasami się nawet niestety trochę wkrada do takiego kościelnego języka. Magia to czary, a czary to przestrzeń zupełnie nieboża. Magia to jest życie według mojej woli i próbowanie dostosowania świata do niej. Sformułowanie magia świąt kojarzone jest z atmosferą i to już może jest lepsze sformułowanie, ale ta atmosfera nie wynika z dekoracji czy świateł. Ten nastrój powinien wynikać z radości nie tylko z racji na to, że się spotykamy. Ale znowu wracamy do pytania - z jakiej okazji? - Z okazji świąt Bożego Narodzenia. Co te święta upamiętniają? - To, co wydarzyło się 2000 lat temu w maleńkim Betlejem, kiedy Bóg przyszedł na świat, żeby nas odkupić, żeby nam to orędzie o miłosierdziu, ale też o nawróceniu wygłosić.
Da się tę atmosferę świeckości pogodzić z religijnym przesłaniem Bożego Narodzenia?
Ks. Mariusz Bakalarz: Pewnie jeśli ktoś chce po świecku przeżywać, to będzie je przeżywał i zawsze znajdzie sobie jakieś wyjaśnienie, choćby właśnie to, że Kościół zawłaszczył święta, a ludzie chcą przeżywać to, co było pierwotne, tradycyjne. Oczywiście, jeśli ktoś jest niewierzący, to nie odmawiamy mu prawa do czasu wolnego, nawet do kultywowania tradycji. Warto jednak tylko, żeby zadał sobie pytanie - dlaczego to robi? Jaki jest w tym sens? Bo takie świętowanie w oderwaniu od istoty, to jest tak jakbyśmy świętowali hucznie urodziny, tylko... zapomnieli o tym, kto te urodziny obchodzi. A w końcu Boże Narodzenie to najhuczniejsze urodziny świata. Jak zapomnimy o Jubilacie to będzie to tylko spektakl. Może właśnie to pogodzenie wynika z tego, żeby ci, którzy świętują po świecku, zmierzyli się z tym pytaniem - dlaczego to robią? Bo skoro są niewierzący, to powinni właściwie ten czas przeżyć dość obojętnie, nie powinno mieć to dla nich znaczenia, a jednak ich to dotyka.
Kościół powinien podejmować bardziej zdecydowane działania w tym temacie? Może właśnie Kościół powinien zaproponować jakieś takie rozwiązania wobec tego coraz powszechniejszego świętowania Bożego Narodzenia bez Boga?
Reklama
Ks. Mariusz Bakalarz: Możemy pouczać, możemy przypominać, to cały czas też robimy. Staramy się przypominać ciągle o tym, Kto jest najważniejszy w te święta i po co je obchodzimy. Musimy strzec też tego pięknego skarbu, jakim jest Adwent. Myślę, że to wszystko robimy. Jeśli ktoś chce wsłuchać się w ten głos, w te dobre rady, to pewnie je usłyszy. Jeśli nie, to będzie przeżywał święta po swojemu, znajdzie sobie wytłumaczenie, usprawiedliwienie, a nawet zaśpiewa pięknie kolędy.
A gdyby tak na koniec chciał ksiądz złożyć naszym czytelnikom bożonarodzeniowe życzenia, to co by ksiądz powiedział?
Ks. Mariusz Bakalarz: Nie jestem dobry w życzeniach. Ładnych wierszyków nigdy nie pamiętam. Nie potrafię się ich nauczyć :) Jeśli czegoś mogę życzyć to przede wszystkim życzę, żeby... święta były momentem zatrzymania. W obowiązkach, w pracy, w codziennym pędzie, żebyśmy potrafili wszyscy na chwilę się zatrzymać, patrzeć się w żłóbek. Wpatrzeć w to Dzieciątko, w całą tę scenę, tę historię. I zadać sobie pytanie - po co to wszystko? Dlaczego to Dziecko przyszło na świat? Dlaczego Bóg stał się słabym Dzieckiem? Dlaczego stał się Człowiekiem?
Ksiądz Mariusz Bakalarz - rzecznik prasowy archidiecezji częstochowskiej, prezes Instytutu Niedziela, redaktor naczelny portalu niedziela.pl i wicekanclerz Kurii Metropolitalnej w Częstochowie.
