Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Usłyszeć Afrykę

Co zrobić żeby usłyszeć ją skutecznie, żeby otworzyć się na ten kontynent? Odpowiedzi na to pytanie i wiele innych udzielą siostry z Zamościa – Małgorzata Łokaj i Paulina Skiba, założycielki Fundacji „Usłyszeć Afrykę”, która w marcu obchodzi 5-lecie swojej działalności

Niedziela zamojsko-lubaczowska 12/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

misje

misjonarze

Archiwum fundacji "Usłyszeć Afrykę"

fgdfgd

fgdfgd

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAŁGORZATA GODZISZ: – Czym jest Fundacja „Usłyszeć Afrykę” i jak otwiera swoje uszy i serca na ludzi potrzebujących?

PAULINA SKIBA: – To organizacja pozarządowa, czyli non profit. Pracujemy przede wszystkim z dziećmi ulicy w Afryce, szczególnie w Ugandzie i Zambii. Realizujemy również projekty wolontariackie. Wysyłamy do różnych krajów specjalistów, np. do pracy pedagogicznej. Realizujemy działania w zakresie edukacji globalnej w Polsce, prowadzimy warsztaty w szkołach, organizujemy wystawy zdjęć, pokazy slajdów. Staramy się zmieniać podejście naszego społeczeństwa do tego, jaka jest Afryka i kto ją zamieszkuje. Staramy się łamać stereotypy.

– Minęło 5 lat od naszej ostatniej rozmowy, kiedy to fundacja stawiała pierwsze kroki. Jak działa teraz, by docierać do jak największej liczby osób?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

MAŁGORZATA ŁOKAJ: – Przeprowadziliśmy przez te lata wiele działań, rozwinęliśmy się. Współpracujemy z nowymi wolontariuszami, którzy wnoszą wiele dobrego; realizujemy ich projekty na terenie Afryki i w Polsce. (…) W Afryce pracujemy szczególnie z dzieciakami ulicy, ale od trzech lat również otworzyliśmy się na dzieci niewidome i słabowidzące, zagrożone zepchnięciem na margines życia społecznego. Zrealizowaliśmy już 4 projekty – w tym 3 w Ruandzie i 1 w Ghanie – które służyły polepszaniu ich życia, usprawnianiu i uczeniu, jak mają poruszać się w świecie, którego nie widzą. Nasi wolontariusze byli w ośrodku w Ruandzie prowadzonym przez siostry franciszkanki. Tam zrealizowaliśmy projekt Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Staramy się otwierać na nowe środowiska. Mamy też nowatorski pomysł na otwarcie klubu międzykulturowego w Warszawie, na który otrzymaliśmy dotację z Fundacji im. Stefana Batorego. Będzie to miejsce międzykulturowe i socjoterapeutyczne. Chcemy, by łączyło Polskę, Ugandę i Zambię. Będzie to też świetne miejsce pracy dla wolontariuszy, którzy chcą wyjechać na misje zagraniczne, by tutaj zrobili sobie staż z polskimi dziećmi i popracowali pod kątem wychowawczym, resocjalizacyjnym.

– Odkryłyście w sobie powołanie misyjne. Obie byłyście na misjach. Ciekawi mnie, jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby mieć odwagę polecieć tak daleko?

PS: – Chyba dużo otwartości na świat i pewnie w głowie trochę marzeń, żeby czegoś doświadczyć, coś nowego zobaczyć, zakładając mimo wszystko, że jedzie się pracować dla innych. Pewnie trzeba umieć być elastycznym, by nie rozczarować się tym, jak wygląda świat po tamtej stronie równika, i tym, że miejscowi ludzie mają inne poczucie czasu i społecznej odpowiedzialności. Wydaje mi się, że to na początek wystarczy, by zweryfikować, czy rzeczywiście chciałoby się siebie poświęcić. A reszta wychodzi „w praniu”...

– A jak mogłabyś scharakteryzować Ghanę, którą ostatnio odwiedziłaś?

Reklama

PS: – Jeśli miałabym ją porównać z Zambią, w której pracowałam przez rok, to bardzo pozytywnie zaskoczył mnie jej rozwój społeczny i ekonomiczny. Rzeczywiście Afryka Zachodnia jest dużo bardziej rozwinięta niż część południowa. Nie tylko pod względem tego, co posiadają jej mieszkańcy, ale też i kulturowym, a przede wszystkim edukacyjnym. W Ghanie wszystkie dzieci, które udało mi się spotkać – a było ich całkiem sporo – mówiły dosyć płynnie po angielsku, co w Zambii bardzo rzadko się zdarzało. Akurat na tych terenach, na których ja pracowałam, czyli daleko od stolicy, mieszkają bardzo przyjaźni ludzie. Bardzo dobrze się tam czułam. Przepiękne miejsca. Myślę, że Ghana jest dobrym krajem jako pierwsze miejsce do odwiedzenia w Afryce, bo jest tam i bezpiecznie, i naprawdę przyjaźnie.

– Ghana to też spotkania z konkretnymi osobami. Czy któreś zapadły Ci w pamięć?

PS: – Przebywałam w Ghanie jako koordynator projektu naszej wolontariuszki Marty Bielawskiej, która szkoliła specjalistów uczących dzieci niewidome, jak powinno przebiegać wczesne wspomaganie ich rozwoju. Chodzi o to, że po to, by dziecko z problemem wzrokowym mogło funkcjonować w społeczeństwie, musi jak najszybciej zacząć rehabilitację. Takie rzeczy nigdy w Ghanie nie miały miejsca. Tymi dziećmi nigdy nikt się nie zajmował. Miałam okazję odwiedzić szkołę, w której dyskutowałyśmy z pracownikami, jak wdrażanie tego wczesnego wspomagania powinno w Ghanie wyglądać. Sympatyczne były te spotkania, szczególnie kiedy rzeczywiście tym nauczycielom i dyrekcji otwierały się oczy. Nikt do tej pory w ich kraju nie zajmował się tym problemem, a społeczność osób niewidomych jest tam liczna. Bardzo miło było słuchać, kiedy mówili, że to, co robimy, ma olbrzymi sens i będą chcieli to kontynuować.

– Małgosiu, dotarłaś do Ugandy. Tam spotkałaś chłopców ulicy. Co w nich dostrzegłaś?

Reklama

MŁ: – Pracowałam z nimi dwukrotnie w Ugandzie. Za pierwszym razem to był ośrodek, w którym chłopcy zdecydowali się na zmianę swojego życia, poprosili o pomoc i przyszli do szkoły. Drugi mój projekt dotyczył pracy wśród dzieci, które wciąż jeszcze są na ulicy. Moim osobistym pytaniem, z którym chyba dopiero po powrocie musiałam się zmierzyć, było – kiedy wspieranie takich dzieci ma sens. Myślę, że pomoc o tyle ma sens, o ile prowadzi do tego, żeby to dziecko z tej ulicy pomału zabrać. Jeśli się je tam zostawi, pojedzie się na chwilę, zrealizuje się nawet uliczne ciekawe projekty, to one mają z tego frajdę. Przyjadą biali, zainteresują się nimi, coś tam zawsze od nich otrzymają, nowe buty, słodycze, jedzenie, i nie pragną żadnej zmiany. Dziecko, które żyje na ulicy, musi naprawdę mocno dostać w kość od życia, żeby pragnąć zmiany i to nie na chwilę. Zdarza się, że dzieciaki z ulicy zaczepiają się w jakichś ośrodkach i są z tej ulicy zabierane. Po tygodniu, dwóch, miesiącu, a nawet kilku latach uciekają i wracają do tego, w czym żyły wcześniej. Rodzi się pytanie: dlaczego? W Ugandzie i Zambii mamy teraz naszych czterech wolontariuszy. To duży problem tchnąć w serca tych dzieci nadzieję na trwałą zmianę. One najbardziej potrzebują mamy i taty; opieki kogoś, kto zbuduje z nimi jakąś relację i to nie będzie relacja na chwilę, ale trwała, która pozwoli im uwierzyć w siebie i w to, że jeśli odejdą z ulicy, to gdzieś indziej mają szanse na normalne życie, że nie będą wykorzystywane, otrzymają to, czego potrzebuje dziecko do normalnego życia. A wiadomo: dziecko potrzebuje przede wszystkim miłości. Czy wolontariusz jest w stanie przynieść miłość? Raczej jest to trudna sprawa. Nasza praca głównie polega na tym, by gdzieś je później umieścić. Czy z niej skorzystają? To już jest ich decyzja. W 2009 r. zabraliśmy trzech chłopców z ulicy. Jeden z nich wrócił z powrotem, dwóch od czterech lat uczestniczy w naszym projekcie Ekirooto, który daje im edukację i dom. Samuel i Hussein ukończyli w 2012 r. szkołę podstawową John Foundation School. Wytrwali przez te lata i rozpoczęli naukę w szkole średniej. Coraz lepiej mówią po angielsku. To są drobne sukcesy, które cieszą i pokazują, że jest jakaś szansa na zmianę.

– Fundacja „Usłyszeć Afrykę” może działać dzięki wsparciu wielu ludzi, tych w diecezji zamojsko-lubaczowskiej, ale i poza granicami naszego kraju. Jak ta pomoc wygląda w naszym mieście? Przypomnę, obie pochodzicie z Zamościa.

PS: – Pomocy nigdy za wiele. Prawda jest taka, że w Afryce te środki, które do nas spływają, nigdy nie są wystarczające. Jeśli mówimy o dzieciach ulicy, na świecie jest ich 100 mln. Gośka mówiła przed chwilą o trzech naszych podopiecznych. To, ilu osobom jesteśmy wstanie pomóc, zależy od tego, jaki jest stan konta fundacji.

Reklama

MŁ: – Dodajmy, że obecnie mamy siedemnaścioro dzieci pod opieką; to nie jest tylko dwóch chłopców, którzy przetrwali od 2009 r. Każdy sponsor jest na wagę złota. Pieniądze wykorzystujemy dobrze na te cele, na które są przekazywane. W Zamościu, z tego co pamiętam, mamy dwie szkoły, które nas wspierają: Zespół Szkół Społecznych i I Liceum Ogólnokształcące. Stale nam towarzyszą. Koło Szachowe w Zamościu, działające przy Młodzieżowym Domu Kultury, wspierało jedną z naszych podopiecznych Grace. Te zadania, które podejmuje Zamość, podejmują nasi znajomi. Najwięcej pomocy otrzymujemy od przyjaciół i rodziny, znajomych naszych znajomych… Dzięki temu, że ktoś nas zna, to nam może bardziej ufa. Z organizacjami pozarządowymi jest tak, że cieszą się różnym zaufaniem. Zachęcamy, by się włączać w te nasze projekty. Wejść na naszą stronę www.uslyszecafryke.org, zobaczyć, co robimy, potrzeby mamy duże. Zbieramy obecnie pieniądze na samochód w Zambii dla jednego z tamtejszych ośrodków dla dzieci ulicy.

– Misje nie są zadaniem specjalnym dla jakiegoś komandosa czy innego żołnierza. To jest zadanie dla każdego z nas. Nie każdy musi wyjeżdżać do dalekich krajów, żeby pomagać.

PS: – Misje czy wolontariat zagraniczny, jakkolwiek to nazwiemy, są dla nas olbrzymim wyzwaniem i również misją dla nas jest praca w fundacji. To, co robimy, jest naszym obowiązkiem i wszystkich, którzy w Polsce i w Europie mają więcej niż ci, którzy nie mają nic. Przede wszystkim jest to wyzwanie, by nie stawiać siebie ponad tych, którym pomagamy.

MŁ: – Nie robimy nic wyjątkowego i szczególnego. Te same działania można prowadzić w Polsce dla naszych dzieciaków. Podziwiamy ludzi, którzy w ramach różnych innych organizacji robią dobrą robotę w Polsce. Nie o to chodzi, że się poświęcamy. Absolutnie nie. Każdy ma swoją drogę. Dlaczego akurat my tam się znalazłyśmy? W życiu przypadków nie ma. Po prostu tak się stało. Doświadczyłyśmy trochę innego życia, które biegnie wolniej, i jest bardziej otwarte na drugiego człowieka. W pewnym momencie stwierdziłyśmy, że chcemy, żeby to było nasze życie. Czasem sobie myślę, że to jest takie egoistyczne, bo my coś dajemy z siebie, ale naprawdę po stokroć otrzymujemy i od ludzi stamtąd i w Polsce. Najważniejsze jest to, żeby nie zapominać o tym, by być blisko ludzi – czy jesteśmy tam, czy tutaj – to nie ma znaczenia.

2014-03-20 13:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Misjonarze męczennicy wciąż świadczą o miłości Chrystusa

[ TEMATY ]

męczennicy

misjonarze

Maria Fortuna-Sudor

Kongres misyjny dzieci

Kongres misyjny dzieci

Owoce oddania życia Chrystusowi do końca dalej wzrastają w świecie. Wskazują na to przykłady nowych męczenników. Dziś, gdy Kościół obchodzi dzień zabitych w ostatnich czasach za wiarę misjonarzy, pod hasłem „Będziecie Moimi świadkami”, warto przypomnieć o tych osobach. Agencja Fides w zestawieniu za rok 2022 podała 18 życiorysów takich ludzi. Wśród nich znalazły się m.in. dwie Włoszki, s. Luiza Dell’Orto i s. Maria De Coppi.

Pierwszą z nich zamordowano 25 czerwca. Kobieta wiele lat posługiwała najpierw na Madagaskarze, a następnie na Haiti. Należała do Małych Sióstr Jezusa. W Port-au-Prince założyła Centrum Kay Chal zajmujące się opieką nad dziećmi z marginesu społecznego. Jak wskazuje rodzona siostra męczennicy, Maria Adele Dell’Orto, owoc działalności Luizy leży w tym, że w wielu miejscach, w których przebywała, przyciągała do siebie w jakiś sposób ludzi.
CZYTAJ DALEJ

Żyliśmy w epoce Jana Pawła II

2025-04-03 07:51

Katarzyna Artymiak

Dziękuję Bogu, że udało mi się przyjechać do Bazyliki św. Piotra 2 kwietnia, w 20. rocznicę odejścia do domu Ojca św. Jana Pawła II, największego z rodu Polaków – powiedział abp Stanisław Budzik.

Święty Jan Paweł II był papieżem mojego kapłańskiego życia; przeżyłem jego wybór po pierwszym roku kapłaństwa. To było fantastyczne zaskoczenie, że Bóg nas tak obdarował! Może czasami mieliśmy obawy, jak sobie poradzi Polak na tym miejscu, gdzie od paru wieków byli tylko Włosi. Modliliśmy się w jego intencji. Myślę, że nie przewidywaliśmy, że to będzie tak wspaniały pontyfikat, którym papież zachwycił cały świat. Pamiętamy jego słowa na inauguracji: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. A potem on sam te drzwi Chrystusowi otwierał; był dla nas przykładem. Zmienił historię Polski i Europy, a przez 104 podróże apostolskie całego świata.
CZYTAJ DALEJ

Uzdrowiona po modlitwach do bł. Solanusa Caseya

2025-04-03 21:13

[ TEMATY ]

świadectwo

zrzut ekranu YT/pl.wikipedia.org

Mary Bartold/Solanus Casey

Mary Bartold/Solanus Casey

Wielu katolików przypisuje błogosławionemu Solanusowi Caseyowi pomoc w uzdrowieniu ludziom cierpiącym na choroby. Mary Bartold z DeWitt w stanie Michigan należy teraz do wielu osób, którym udało się to osiągnąć po tym, jak jej dwa guzy zniknęły bez interwencji medycznej, ale dzięki jej nieustającym modlitwom do bł. Caseya.

Jak podaje Detroit Free Press, nieoczekiwane problemy zdrowotne Mary zaczęły się prawie rok temu, pod koniec kwietnia 2024 roku . Była wówczas uczennicą drugiego roku szkoły średniej, gdy zaczęła odczuwać silne bóle brzucha. Mary i jej rodzina nie potrafili dokładnie określić, na czym polegał problem.
CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję