Reklama

Wywiady

Walczący z wiatrakami

Niedziela Ogólnopolska 6/2014, str. 36-37

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

Dominik Różański

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Walczy Pani z wiatrakami, Pani Poseł, niczym Don Kichot?

ANNA ZALEWSKA: – Walczę z wiatrakami, nie jestem jednak powieściowym bohaterem, który jest nieskuteczny i coś mu się roi. Mam w tej walce już sześcioletnie doświadczenie oraz odpowiednią wiedzę fachową (studia podyplomowe z ochrony środowiska), odbyłam ponad 120 spotkań w całej Polsce, w miejscowościach, gdzie doszło do protestów w związku z lokalizowaniem tam turbin wiatrowych.

– Można powiedzieć, że jest Pani koordynatorką tego obywatelskiego protestu?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Ja tylko zadbałam o to, żeby ludzie, których warunki życia zostały drastycznie zakłócone, nie byli bezradni, by połączyli się w stowarzyszenia mogące być stroną w konflikcie z niezwykle silnym lobby wiatrakowym, by mogli korzystać ze wsparcia specjalistów. Powstało już ogólnopolskie stowarzyszenie, które w ramach tzw. konsultacji społecznych musi być informowane o poczynaniach rządu w tej sprawie.

– A te poczynania z jakichś dziwnych powodów są raczej nijakie…

Reklama

– Strategiczna ustawa o odnawialnych źródłach energii od dwóch lat jest przesuwana w czasie (miała obowiązywać już w styczniu 2013 r.!). Odpowiedzialne za nią Ministerstwo Gospodarki co miesiąc zapowiada, że za miesiąc dojdzie do jej przedstawienia. Nie dochodzi jednak… Można przypuszczać, że to pod naciskiem lobbystów, którzy dążą do tego, żeby to właśnie energetyka wiatrowa była najlepiej dofinansowana.

– A może rząd uważa, że to energetyka wiatrowa powinna zdominować wszystkie inne źródła energii odnawialnej (OZE) w Polsce, że to ona zapewni nam wymagany przez UE tzw. mix energetyczny?

– Moim zdaniem, w tej sprawie nie widać żadnej koncepcji polskiego rządu. Widać za to agresywne działania lobbystów firm wiatrowych. Odbyły się np. „konsultacje” w Sheratonie, na które firmy zaprosiły przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki oraz posłów. Nie słyszałam natomiast, by w ciągu ostatnich lat jakiekolwiek rzeczowe dyskusje na ten temat toczyły się na forum rządowym. Tak jakby nikomu tu nie zależało na sensownym uporządkowaniu przepisów.

– Jak się zdaje, lobby wiatrowe prowadzi też bardzo intensywną „kampanię promocyjną” w terenie...

– To prawda. To lobby jest bardzo bogate, płaci duże pieniądze za opinie prawne, za przygotowanie pozwów przeciw tym mieszkańcom gmin, którzy „nie dopuścili do osiągnięcia przewidywanych dochodów” przez firmy wiatrowe. Stosowane jest zastraszanie oraz prowadzona jest bardzo obłudna promocja farm wiatrowych. Firmy wiatrowe różnymi sposobami docierają do samorządowców; wszystkie opinie sejmików są pisane wyłącznie językiem lobbystów.

– Nie językiem polityki rządu?

Reklama

– No właśnie nie! Zaniechania rządu sprzyjają lobbystom. Jak dotąd rząd nie zlecił żadnych badań, żaden ośrodek naukowy nie pracuje nad określeniem, jaki miks energii odnawialnej byłby najbardziej korzystny i możliwy w polskich warunkach. W przestrzeni medialnej pojawiają się natomiast ekspertyzy ciężko opłacone przez lobbystów, zachwalające Polskę jako kraj wprost wymarzony dla rozwoju energetyki wiatrowej.

– Polska została oceniona jako 10. najbardziej odpowiednie miejsce na świecie do lokowania projektów z zakresu energetyki wiatrowej (Ernst & Young)!

– Rzeczywiście, są tego rodzaju ekspertyzy i są one bardzo na rękę nadmiernie już rozbudowanemu w UE sektorowi energetyki wiatrowej. Na Zachodzie przekonano się już, że energia wiatrowa wcale nie jest najtańsza i najefektywniejsza. Wiele krajów od niej odchodzi i w związku z tym Polska po prostu staje się rynkiem zbytu dla urządzeń, które tam już zdążyły się zamortyzować. W dodatku także w Europie Zachodniej nasilają się protesty przeciwko szkodliwości farm wiatrowych.

– Dlaczego energetyka wiatrowa nie jest dla nas dobra? Dlaczego ludzie protestują?

– Chodzi o dyskomfort mieszkania w pobliżu choćby jednej tylko turbiny wiatrowej (hałas, infradźwięki). Tymczasem lobbyści w Polsce szydzą sobie, że bardziej szkodliwy jest odkurzacz i płacz dziecka… A niektórzy naukowcy wydają ekspertyzy o nieszkodliwości, zasiadając jednocześnie w radach nadzorczych firm wiatrowych! Prosta ustawa PiS – projekt nowelizacji prawa budowlanego i ustawy o planowaniu oraz zagospodarowaniu przestrzennym, złożony w Sejmie w lecie 2012 r., a na początku 2014 r. skierowany do ponownego rozpatrzenia w komisjach sejmowych – oddala elektrownie wiatrowe od siedlisk ludzkich o 3 km.

Reklama

– To zupełnie wykluczy energetykę wiatrową – mówią jej obrońcy.

– Nieprawda. Podobne standardy obowiązują w innych krajach, a w dodatku zaczyna się tam już przechodzić na bezpieczniejsze, tzw. mikroinstalacje (turbiny o mocy do 40 kW). O tym powinna też mówić polska ustawa o odnawialnych źródłach energii, niestety, z niewyjaśnionych powodów wciąż jej nie ma…

– Obecne protesty przeciw wielkim turbinom wiatrowym nie muszą zatem oznaczać wykluczenia ekologicznej energetyki wiatrowej...

Reklama

– Oczywiście! Po pierwsze – wielkie farmy wiatrowe niewiele mają wspólnego z ekologią. A po drugie – w perspektywie najbliższych 7 lat mamy do wydania 60 mld zł na energię odnawialną (z tzw. funduszy spójnościowych). Godząc się na wielkie farmy wiatrowe, sprawiamy, że większość tej sumy wróci do krajów starej piętnastki jako zapłata za niechciane tam już wiatraki. W Polsce potrzebna jest całkiem nowa technologia oraz przepisy pozwalające bezpośrednio mieszkańcom korzystać z funduszy strukturalnych, po to właśnie, aby sami mogli rozwijać energię odnawialną, np. montować małe turbiny wiatrowe albo baterie słoneczne, a przy okazji… likwidować szkodliwe dla zdrowia dachy z eternitu. Niestety, przygotowywana przez rząd ustawa o OZE nie przewiduje preferencji dla małych instalacji. Przeciwnie, proponuje się system aukcji, co oznacza, że wygrywać będą najwięksi inwestorzy, z pewnością nie polscy. Trudno jednak z tym pomysłem nawet dyskutować, gdyż nie został przedłożony do jakiejkolwiek konstruktywnej debaty. Rządowi jakby wcale na tym nie zależało…

– Ponoć eksperci stwierdzili, że w Polsce są dobre warunki klimatyczne do rozwoju energetyki wiatrowej.

– Tak mówią specjaliści często osobiście powiązani z interesami firm wiatrowych, a wystarczy zasięgnąć opinii meteorologów, by się dowiedzieć, że w Polsce wieje zaledwie przez jedną trzecią roku, i to niekoniecznie zgodnie z parametrami wymaganymi w energetyce wiatrowej. Dziś w Rymanowie urywają się kolejne śmigła… Zdecydowanie nie mamy takich warunków, jak w Niemczech czy w Danii – ani wietrznych, ani odległościowych. Polska jest krajem dość równomiernie zasiedlonym, brakuje wielkich bezludnych przestrzeni.

– Dlatego turbiny wiatrowe mogą się dziś pojawiać niemal w każdym dowolnym miejscu?

– I to w najpiękniejszych krajobrazach (Warmia i Mazury, Bieszczady)! Jak najpilniej potrzebna jest zdecydowana polityka państwa. Tymczasem nasze ministerstwa unikają tych ograniczeń, jakie obowiązują przecież w innych krajach UE: u nas każdy może sobie postawić wiatrak choćby na podwórku!

– A może to sposób na wypełnienie unijnych zobowiązań – 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych do 2020 r.? Może dlatego rząd nie robi nic, by okiełznać ten niekontrolowany rozwój?

Reklama

– I może dlatego, jak przystało na unijnego prymusa, zadeklarował w swojej polityce energetycznej aż 19,9 proc. z OZE...? Tymczasem warto by się zastanowić, w jaki sposób te dzisiejsze wielkie inwestycje wiatrowe będą współfinansowane po 2020 r. Patrząc w przyszłość energetyczną Polski, należałoby już dziś wybrać takie rozwiązania – mówię o tym od 6 lat – które nie powodowałyby konfliktów społecznych, nie dewastowałyby krajobrazu, nie uszczuplałyby areału dobrej ziemi uprawnej (którą Ministerstwo Rolnictwa beztrosko dziś poddaje odrolnieniu). I wreszcie – by nie gromadziły się góry potencjalnego złomu, z którym kiedyś będą musieli sobie poradzić właściciele działek podpisujący dziś umowy z firmami o posadowieniu wiatraków.

– Mimo protestów, jak Polska długa i szeroka, wieść gminna niesie, że farmy wiatrowe to jednak przede wszystkim złoty interes.

– Rzeczywiście, lobbyści firm wiatrowych są już w każdej polskiej gminie. Sypią groszem, a to na rozmaite imprezy, a to na kawałek drogi, chodnika – aż do momentu uzyskania pożądanych lokalizacji. I wcale nie tak trudno im przekonać ludzi do podpisywania umów na wydzierżawienie terenu, zwłaszcza gdy uda im się – można tu podejrzewać nawet ciężką korupcję – pozyskać wójta, radnych gminy, sołtysa, którzy ignorują obywatelskie sprzeciwy. Protestujących uważa się w takich gminach za ekoterrorystów, a przecież to tylko ludzie walczący o swoje ojcowizny, niedający się przekupić; jednemu ze stowarzyszeń na Kaszubach oferowano milion złotych za odstąpienie od protestu!

– Czy wydzierżawienie terenu firmie wiatrowej rzeczywiście jest tak bardzo opłacalne?

Reklama

– Lobbyści pokazują same zyski – średnio 2 tys. zł miesięcznie za dzierżawę – a ludzie nie zwracają uwagi na to, że podpisują umowę pełną gwiazdek, różnego rodzaju niejasnych sformułowań, nie zabezpieczają się przed bankructwem firmy i nie wiedzą, że będą dostawać swe wypłaty w zależności od tego, jak będzie wiało… Często nie wiedzą też, że jako właściciele działki karnie i cywilnie odpowiadają za to, co się może wydarzyć, np. urwane śmigło poczyni gdzieś zniszczenia, zdarzy się jakikolwiek wypadek.

– Jednak niełatwo dziś ich przekonać, że to nie jest najlepszy interes…

– To prawda. Często zgłaszają się do mnie ci, którzy czują się oszukani, bo w ich wsi miało być 50 umów, a okazało się, że będą tylko 3… Nie rozumieją, że w tym jednym miejscu nie da się postawić aż 50 wiatraków. I co gorsza, nie rozumieją też tego, że przez nich cała wieś będzie miała wielki problem, że ludzie będą się wyprowadzać, a turyści przestaną przyjeżdżać nawet z powodu tych 3 wiatraków. W takim rejonie nie ma już mowy o żadnej agroturystyce.

– Co zyskują gminy?

– Raczej niewiele. Okazuje się, że także dla gmin nie jest to najlepszy interes, np. gminom na Warmii i Mazurach, gdzie ulokowano po kilkanaście wiatraków, zabrano subwencję wyrównawczą i ledwie zdołały wyjść na zero, a w najlepszym razie osiągnęły zaledwie ok. 100 tys. zł dochodu… W Kobylnicy (na Pomorzu) i w Margoninie (w Wielkopolsce), gdzie powstały gigantyczne farmy wiatrowe, ludzie opuszczają swe siedliska, próbują je sprzedać, tyle że teraz za bezcen… Jest to już dziś problem ogólnopolski, obejmuje 500 gmin i dotyczy ok. 2,5 mln ludzi. Lobbyści jednak są niestrudzeni, dobrze wiedzą, że Polska ze swoim chaosem legislacyjnym jest dla nich prawdziwym eldorado.

Reklama

– Dlaczego PiS występuje dziś tak zdecydowanie przeciwko energetyce wiatrowej, skoro – przypominają polityczni konkurenci – w programie wyborczym z 2005 r. opowiada się za promowaniem i wykorzystywaniem odnawialnych źródeł energii w Polsce?

– Powtarzam: nigdy nie byliśmy i nie jesteśmy przeciwni energetyce wiatrowej. Przypominam też, że ustawa o promocji energii odnawialnej w Polsce weszła w życie za rządów SLD, jesienią 2005 r. A następnie, przez półtora roku rządów PiS, problem energii wiatrowej jeszcze niemal nie istniał, nie było na ten temat dyskusji! Dziś uważamy, że Polska powinna sama sobie układać ten wymagany przez UE miks energetyczny, zgodnie z własnym interesem. Jest to o tyle istotne, że w dobie kryzysu kraje UE zaczęły wracać do energetyki węglowej; myśli się o wysokoenergetycznych kotłach, o zabezpieczeniach i technologiach, które pozwolą wychwytywać lub przerabiać szkodliwe substancje. Energia wiatrowa powszechnie została już uznana za zbyt drogą. Tymczasem u nas jest wszystko odwrotnie. PiS sprzeciwia się tak absurdalnej i niezrozumiałej polityce rządu.

– Premier wypowiedział się jednak chyba dość pochlebnie o PiS-owskim pomyśle wprowadzenia ograniczeń lokalizacji turbin wiatrowych… To dobry znak?

Reklama

– Obawiam się, że ma to związek nie tyle z dobrą wolą, co z tegorocznymi wyborami do PE i samorządowymi. W końcu chodzi o poparcie ok. 2,5 mln protestujących, którzy od kilku lat walczą z rządowymi i samorządowymi urzędnikami… Wydaje się, że zarówno ta przychylność premiera, jak i powolność rządowych prac w tej sprawie jest właśnie taką wyborczą pułapką, obietnicą, że kiedyś nastąpią rozsądne regulacje.

– A nie nastąpią?

– Muszą nastąpić, ale raczej nie dzięki temu rządowi, lecz dzięki ludziom walczącym z wiatrakami. To się musi udać, bo Polacy nie są przecież donkiszotami.

* * *

Anna Zalewska – polityk, samorządowiec, posłanka na Sejm VI i VII kadencji (PiS)

2014-02-05 12:12

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warto zawierzyć Bogu

Niedziela rzeszowska 31/2021, str. VI

[ TEMATY ]

wywiad

Archiwum prywatne

Ks. Rafał Majerski

Ks. Rafał Majerski

O powołaniu z ks. Rafałem Majerskim, wikariuszem parafii św. Jana Chrzciciela w Bratkowicach rozmawia Natalia Janowiec.

Natalia Janowiec: Każdy człowiek podejmuje rozważania nad swoim powołaniem. Czym jest powołanie i jak je rozeznać? Ks. Rafał Majerski: Wszyscy ludzie powołani są do miłości, świętości, głoszenia swojej wiary. Uszczegóławiając można jeszcze wymienić powołania do życia konsekrowanego, życia w samotności z wyboru, życia w dziewictwie, życia w zakonie oraz życia w małżeństwie. Niektórzy są powołani do kapłaństwa. Powołanie do kapłaństwa jest zawsze niezasłużonym darem od Pana. Oznacza to, że nie można go wywołać, samemu w sobie wzbudzić, a tylko przyjąć i rozpoznać. Jak? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, gdyż powołanie ze swojej natury jest przeżyciem czysto wewnętrznym, do którego drugi człowiek nie ma dostępu. Osoba powoływana zamiast spodziewać się wizji i głosów, powinna szukać znaków woli Bożej we własnym życiu, m.in. w napotkanych osobach i wydarzeniach. Nie należy też porównywać się do innych – historie powołań są bardzo różne. Część mężczyzn dorasta z myślą: „Chcę być księdzem”, na niektórych powołanie spada jak grom z jasnego nieba, a inni trafiają na drogę kapłaństwa po latach poszukiwań. Tak było w moim przypadku – przed wstąpieniem do seminarium byłem 3 lata na studiach w Krakowie i pracowałem w Norwegii. W każdym przypadku na etapie rozeznawania warto sięgnąć po wsparcie, które zapewnia modlitwa, lektura tekstów biblijnych, a także rozmowy z bliskimi, księżmi, katechetami oraz spowiednikami. Wszystko to warto zawierzyć Bogu. Skoro powołuje, to poprowadzi – trzeba Mu zaufać.
CZYTAJ DALEJ

Harmęże: zmarł wyświęcony przez bp. Karola Wojtyłę o. Florian Szczęch

2026-09-24 07:48

[ TEMATY ]

śmierć

diecezja.bielsko.pl

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv, franciszkanin przez lata związany z Harmężami, znawca życia i działalności św. Maksymiliana Kolbego, zmarł 22 września w wieku 90 lat. Święcenia kapłańskie przyjął w 1960 r. z rąk bp. Karola Wojtyły. W Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych przeżył 74 lata, a kapłanem był przez ponad 66 lat. Uroczystości pogrzebowe odbędą się 25 września w Harmężach.

Franciszek Szczęch urodził się 26 października 1935 r. w Lubeni koło Rzeszowa jako najstarsze z czworga dzieci Józefy i Józefa Szczęchów. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1949 r. wstąpił do Małego Seminarium Ojców Franciszkanów, kontynuując naukę w Niepokalanowie i Krakowie.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: nowo ochrzczeni obietnicą przyszłości Kościoła we Francji

2026-09-26 12:02

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

Vatican Media

„Teraz wy z kolei bądźcie misjonarzami Ewangelii w tym społeczeństwie!” - zaapelował Ojciec Święty do katechumenów i neofitów podczas spotkania ze Zgromadzeniem Synodalnym Paryskiej Prowincji Kościelnej. Papież podkreślił, że rosnąca liczba dorosłych odkrywających wiarę we Francji jest znakiem działania Bożej łaski. Jest też wezwaniem do większego zaangażowania duszpasterskiego. Spotkanie odbyło się w Instytucie Katolickim w Paryżu. Leon XIV podziękował za świadectwa katechumenów i neofitów oraz za przekazane mu Instrumentum laboris dotyczące drogi synodalnej.

Raduję się, że mogę się z wami spotkać i podczas tej Podróży Apostolskiej zatrzymać się nad drogą, którą przemierzacie w ramach Prowincjalnego Zgromadzenia Kościelnego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję