Reklama

Polacy Polakom

Na Kresach najpiękniejsze są spotkania z ludźmi. To właśnie one przyczyniają się do wielkiej radości, jaką przeżywa się w rozmowach z naszymi rodakami, od których można nauczyć się prawdziwego patriotyzmu

Niedziela Ogólnopolska 45/2013, str. 24-25

Magdalena Kowalewska

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dla Cezarego Andrzeja Jurkiewicza, prezesa Fundacji „Kresy w potrzebie – Polacy Polakom”, ojca ósemki dzieci, tereny II Rzeczypospolitej, które według oficjalnych danych zamieszkuje w sumie ponad dwa miliony Polaków, są bardzo bliskie jego sercu. Ile razy wspomina Kresy, nie kryje swojego wzruszenia. – Kiedyś zapytano mnie, co chciałbym robić w życiu, powiedziałem, że przeprowadzić się do Grodna – wyznaje z uśmiechem Jurkiewicz, który wraz z przyjaciółmi regularnie odwiedza Polaków żyjących za naszą wschodnią granicą.

– Lepiej robić rzeczy małe, bez krzyku i rozwijania sztandarów. Wszyscy patrzą na nas przez pryzmat tego, że przychodzimy coś zmieniać, tymczasem my jesteśmy po to, żeby słuchać Polaków ze Wschodu, a przy okazji często z małych spraw wynikają wielkie rzeczy – dodaje Jurkiewicz, podkreślając, że współpraca z naszymi rodakami żyjącymi za wschodnią granicą polega na wsłuchiwaniu się w głos żyjących tam osób i wyciąganiu wniosków z ich potrzeb.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dbanie o polską rację stanu

Reklama

I tak dzięki słuchaniu tamtejszych Polaków Fundacji „Kresy w potrzebie – Polacy Polakom” dotychczas udało się m.in. podjąć współpracę ze szkołami polskimi z Grodna i Wołkowyska, regularnie zapraszając dzieci i młodzież do Warszawy, zorganizować w Polsce występy zespołu „Kolorowe nutki” z Grodna, wizytę w stolicy czterystu dzieci z Ukrainy czy wyjazd Polaków z Kresów do Katynia i Smoleńska. Fundacja aktywnie udziela również wsparcia kresowym akcjom Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Cały czas prowadzi również zbiórkę książek i podręczników dla dzieci i młodzieży, które można dostarczać całodobowo do żoliborskiego Domu Pielgrzyma Amicus w Warszawie.

Przykładem podziękowania organizacji za jej działalność jest korespondencja o. Stanisława Staniewskiego CSsR, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Loretańskiej w Mińsku. Dziękuje on fundacji za okazane wsparcie finansowe. Za przekazane pieniądze nowo powstałej parafii udało się m.in. zakupić ambonę oraz krzesła do kaplicy, w której sprawowane są Msze św. Warto dodać, że ta polska parafia, którą opiekują się ojcowie redemptoryści, znajduje się w mińskiej dzielnicy Sokół, a powstała dzięki organizacji i wsparciu dobrej woli Polaków oraz zaangażowaniu Fundacji „Kresy w potrzebie – Polacy Polakom”.

Reklama

– Każda nasza aktywność dla nas, Polaków mieszkających w kraju, wymaga od nas dbałości i działania na rzecz polskiej racji stanu, a współpraca z Polakami mieszkającymi na Kresach jest niczym innym, jak dbaniem o polską rację stanu – tłumaczy Cezary Jurkiewicz i podkreśla, że jego działalność na rzecz Polaków na Wschodzie jest swoistym spłacaniem długu za uratowanie na Kresach przez rodzinę Poleszuków jego dziadka, który w 1939 r. uciekał z Płońska przed Niemcami. – Dzisiaj to ja muszę spłacać długi – wyjaśnia Cezary Jurkiewicz, który szczególnie powierza swoją działalność Jasnogórskiej Pani. – Mojej rodzinie zawsze towarzyszyła ikona Matki Bożej Częstochowskiej, którą dziadkowie dostali w prezencie ślubnym. Była jedyną rzeczą, która po cudownym powrocie z Kresów wróciła z nimi do Polski. Znajduje się teraz w domu mojego taty, świeci się tam lampka, tak jak świeciła się u moich dziadków. Mam obietnicę, że kiedyś zostanie przekazana do mojego domu – opowiada prezes fundacji, zaznaczając, że Matka Boża Częstochowska była w jego rodzinie zawsze przypomnieniem dobra, którego doświadczyli jego przodkowie od Polaków mieszkających wówczas na pograniczu Białorusi i Ukrainy.

Wspólny obiad

Polacy z Grodna dzięki Fundacji „Kresy w potrzebie – Polacy Polakom” w jeden z wrześniowych weekendów odwiedzili Warszawę. Przyjechali nie tylko zwiedzać stolicę, ale przede wszystkim po to, żeby spotkać się z rodakami i poczuć wzajemną, braterską więź. Zasiedli do wspólnego stołu z grupą warszawiaków w Domu Pielgrzyma Amicus, znajdującym się tuż przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki przy kościele św. Stanisława Kostki.

Pełne wzruszeń i radosnych chwil spotkanie naszych rodaków z warszawiakami odbyło się w ramach akcji „Dziś Ty ugość Polaka z Grodna w Warszawie”, którą zainicjowała wspomniana fundacja. Tego dnia najważniejsze było zobaczenie w Polakach ze Wschodu prawdziwych ludzi miłujących swoją ojczyznę. – Dziękuję za to, że możemy być razem w tym miejscu, które zawsze łączyło Polaków. Nie jest istotne, kto skąd pochodzi. Najważniejsze jest to, że razem możemy zasiąść przy wspólnym posiłku – podkreślał organizator spotkania, zauważając, że Polacy z Białorusi przybyli do stolicy w czasie, gdy przypadała kolejna rocznica obrony Grodna, jedynego miasta na Kresach, które zbrojnie wystąpiło przeciwko sowieckim wojskom.

Reklama

Przy stole zostały zapełnione wszystkie miejsca bez wcześniejszego ustalenia liczby osób, co – jak zauważyli uczestnicy spotkania – było przejawem swoistego perfekcjonizmu Pana Boga. Oprócz gości z Białorusi do wspólnego posiłku zasiedli m.in. pielgrzymi, którzy co miesiąc odwiedzają grób bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Przemierzają oni ulice Warszawy, wyruszając z parafii Świętej Trójcy – z sanktuarium Jezusa Nazareńskiego na Solcu do żoliborskiego kościoła św. Stanisława Kostki, przy którym został pochowany bł. ks. Popiełuszko.

Stawianie czoła trudnościom

Polacy z Grodna opowiadali o tym, jak żyje się naszym rodakom na Białorusi. Większość z nich nie ukrywała, że nie jest łatwo żyć w państwie, w którym swoje prawa dyktuje Aleksander Łukaszenko. Dwie młode Polki, które pragną pozostać anonimowe, nie mają wstępu na Białoruś, póki nie zapłacą 10 tys. dolarów władzy za to, że podjęły w tym państwie naukę w szkole licealnej i nie kontynuowały jej na studiach, tylko wybrały Polskę jako kraj, w którym zdobędą wyższe wykształcenie. – Od młodzieży wymaga się studiowania na Białorusi, która musi w późniejszych latach odpracować ten czas albo zapłacić za naukę. Znam kilka osób, które mają podobną sytuację do naszej – wyjaśniała jedna ze studentek.

Była członkini Związku Polaków na Białorusi zauważyła: – Polskie obywatelskie akcje społeczne są zwalczane. Władza stara się asymilować Polaków, tworząc jeden białoruski naród. Jest mi strasznie przykro, gdy słyszę od pewnych osób, że ja, Polka, żyję na białoruskiej ziemi i jem białoruski chleb, a nie polski – relacjonowała.

W czasie spotkania Polaków z naszymi rodakami z Białorusi nie zabrakło rozważań na temat tego, w jaki sposób polska władza zajmuje się młodymi ludźmi żyjącymi na Wschodzie.

– Państwo polskie w bardzo umiejętny sposób drenuje Kresy z młodzieży: nie stworzyło żadnego programu, który wspierałby młodych ludzi ze Wschodu, którzy zdobyli wykształcenie w Polsce w celu powrotu na Kresy i prowadzenia tam działalności na rzecz polskości – podkreślał Cezary Jurkiewicz, dodając, że zaniedbanie naszego państwa i brak troski o Polaków ze Wschodu najbardziej są widoczne na tamtejszych cmentarzach. – Gdy zobaczymy cmentarz w Nowogródku czy w Grodnie i niszczejące groby naszych przodków, pytamy, gdzie jest Polska – mówił Jurkiewicz.

Polacy z Białorusi, którzy przebywali w Warszawie, podkreślali, że współpraca z Kresami jest bardzo potrzebna. Inaczej nie przetrwa tam polskość i więź z ojczyzną. Jedna z mieszkanek Grodna zauważyła: – W waszych mediach można dostrzec informacje, które straszą Białorusią i Łukaszenką. Dziennikarze mówią: „Nie jedźcie, bo tam przepadniecie”. Jednak nie jest to prawdą. Zapewniam, że niemal każda osoba w Grodnie pomoże wszystkim, którzy do nas przyjadą. Będziemy szczęśliwi z tego powodu, że ktoś mówi do nas po polsku.

2013-11-05 10:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

S. Łucja dos Santos i jej związki z Polską

2026-07-13 07:08

[ TEMATY ]

Fatima

Łucja Dos Santos

Coimbra – Muzeum S. Łucji/ zdjęcia: Grażyna Kołek

13 lipca przypada 109. rocznica trzeciego objawienia fatimskiego. Z tej okazji przypominamy związki z Polską jednej z wizjonerek – s. Łucji dos Santos.

Łucja miała świadomość tego, że Polska jest krajem, w którym Matka Boża jest szczególnie czczona i gdzie wielką maryjną pobożnością odznaczali się m.in. kard. Hlond, kard. Wyszyński, a przede wszystkim Jan Paweł II. Z Papieżem Polakiem łączyła ją wyjątkowa duchowa przyjaźń. Kilka razy się spotkali. Poza tym wiedziała, że Polacy są narodem powierzonym szczególnej opiece Niepokalanej, co dokonało się zwłaszcza 8 września 1946 r. pod przewodnictwem kard. Hlonda na Jasnej Górze. „O Polakach zawsze mówiła z wielką miłością i szacunkiem. Miała do nich swoistą słabość: kochała polskich karmelitów, otaczała wielkim szacunkiem Kustosza Sanktuarium Fatimskiego w Zakopanem” – czytamy na stronie sekretariatfatimski.pl.
CZYTAJ DALEJ

Pieszo do Asyżu - część 6

2026-07-13 16:58

Ks. Łukasz Romańczuk

W drodze do Asyżu

W drodze do Asyżu

Szósty dzień zapowiadał się na bardzo intensywny. Widać było, że na pielgrzymów czeka trudny odcinek drogi. Rzeczywistość okazała się prawie inna, a na końcu padały słowa: “Jak było pięknie”.

Pierwsza część drogi przebiegała przez trzy miejscowości połączone ze sobą. W Gubbio znajduje się wiele kościołów, ale na trasie był tylko jeden, taki przy wejściu do parku. Widać, że miał swoją piękną historię, a jest także odwiedzany przez pielgrzymujących do Asyżu, o czym świadczą wpisy w księdze pamiątkowej. Zasadniczo mapa wskazywała, że nic szczególnego w tej części drogi nie miało być. W zasadzie nie było, oprócz tego, że na jednym wzniesieniu obok drzewa wisiała kartka w języku angielskim, aby w razie chęci na kawę, czy wodę zadzwonić w dzwonek. Mając świadomość drogi i dalszej leśnej drogi, nie było lepszej opcji jak skorzystać. Młody Włoch, prowadzący w tym miejscu dom agroturystyczny, z radością przygotował kawę, która dodała energii na dalszą drogę- ostro w górę. Na trasie, już poza cywilizacją, znajdował się Erem San Pietro in Vigneto. To było na 16 km. Bardzo piękne i gościnne miejsce, gdzie służbę dla pielgrzymów odbywają wolontariusze. Szef, pan Benedetto, na starcie częstuje zimną wodą i espresso. A w tym miejscu odpoczynku można było spotkać innych pielgrzymów m.in. z Chorwacji. Zaskoczyło mnie bardzo, gdy usłyszałem łamany język polski. Była to siostra zakonna, która wraz z grupą włoską podąża także do Asyżu. (Jeżeli dobrze zrozumiałem). Po krótkim odpoczynku przyszła pora na ostatni etap. Najtrudniejszy, ale bardzo malowniczy. Jezioro di Valfabbrica dodawało uroku pięknym, górskim widokom. Minusem było to, że ¾ tego etapu szło się ostro w górę. Pod koniec drogi czekała mnie miła niespodzianka. Wyczerpany kilkoma kilometrami w górę, nagle dotarłem do zabudowań. Starsze małżeństwo zaczęło machać do mnie, żebym usiadł i odpoczął. Skorzystałem z tego zaproszenia. Niestety niefortunnie promienie słoneczne, a było w tym momencie tylko 31 stopni, zaczęły nagrzewać moją sutannę, lecz udało mi się wygospodarować kawałek cienia pod parasolem. Pani gospodyni zaproponowała tradycyjną włoską kawę, z domu słychać było intro “Mody na sukces”, gospodarz wskazał mi źródełko z chłodną wodą dla pielgrzymów. Dowiedziałem się, że w ich parafii posługuje ksiądz z Polski, ksiądz Krzysztof i, że bardzo tego kapłana szanują, wręcz kochają. Miło słyszeć takie słowa. Nie można też nadużywać gościnności, więc po wypiciu kawy i krótkiej rozmowie poszedłem dalej, w górę, kończąc ten etap drogi. Na zakończenie dnia Eucharystia. Asyż coraz bliżej.
CZYTAJ DALEJ

Jeżów odkrywa swoje tajemnice

2026-07-14 09:30

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Archiwum parafii

Ogniwa historii parafii w Jeżowie - książka ks. Krzysztofa Nalepy

Ogniwa historii parafii w Jeżowie - książka ks. Krzysztofa Nalepy

„Ogniwa historii parafii w Jeżowie” to najnowsza książka ks. Krzysztofa Nalepy, proboszcza parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Jeżowie. Publikacja, będąca kolejną pozycją w dorobku autora poświęconą dziejom miejscowej wspólnoty, powstała dzięki odnalezieniu nieznanych dotąd źródeł historycznych, które rzucają nowe światło na ponad osiem wieków historii parafii.

Autor prowadzi czytelnika od początków obecności benedyktynów w Jeżowie, którzy przybyli tu w 1108 roku, przez kolejne wybrane etapy rozwoju parafii, aż po współczesne wydarzenia. Ukazuje dzieje świątyni, przemiany architektoniczne oraz ludzi, którzy przez wieki tworzyli duchowe i kulturowe dziedzictwo tej wyjątkowej wspólnoty oraz miejscowości. Książka przypomina także o ciągłości tradycji, której symbolem są połączone ze sobą stary gotycki kościół i neogotycka świątynia – niezwykły znak historii zapisanej w murach Jeżowa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję