Ile wysiłku kosztuje przygotowanie dzieci do samodzielnego życia, wiedzą ci, którzy mają już dorosłe dzieci. Najbliżsi poczuwają się do obowiązku angażowania się w tzw. życiowy start młodego człowieka i dzielą się tym, co mają. Podobnie postępowała babcia papieża Franciszka, chociaż ani nie wybudowała dla niego pałacu, ani nie zgromadziła wielkiego majątku. W czasie, gdy młody Jorge był jeszcze alumnem w seminarium, Rosa Bergoglio w 1967 r. napisała list do swojego wnuka, który miał zostać księdzem. Pisała w połowie po włosku, a w połowie po hiszpańsku. Do święceń było jeszcze daleko, ale ona bała się, że nie dożyje tej chwili, więc postanowiła przygotować prezent z wyprzedzeniem. W liście napisała: „W tym pięknym dniu, w którym dane ci jest trzymać w twych wyświęconych dłoniach Chrystusa Zbawiciela i w którym otwiera się przed tobą szeroka droga do najgłębszego apostolatu, przekazuję ci ten skromny prezent, o niskiej wartości materialnej, ale wielkiej wartości duchowej. (…) Jeśli pewnego dnia ból, choroba napełnią cię smutkiem, pamiętaj, że jedno westchnienie przed Tabernakulum, gdzie jest obecny największy i najwspanialszy męczennik, oraz jedno spojrzenie na Maryję stojącą u stóp krzyża mogą być jak krople balsamu spływające na najgłębsze i najboleśniejsze rany”. Jej wnuk, papież Franciszek, nosi testament babci między kartkami brewiarza, choć - jak mówi - nosi go przede wszystkim w sercu. Zabiera sczytane strony listu we wszystkie podróże. Rosa Bergoglio nie zostawiła swemu wnukowi ogromnych spichlerzy, aby, mając „WIELKIE ZASOBY DÓBR, NA DŁUGIE LATA ZŁOŻONE, MÓGŁ ODPOCZYWAĆ, JEŚĆ, PIĆ I UŻYWAĆ” (por. Łk 12,19).Wyposażyła go za to w mapę, na której zaznaczyła, do kogo pójść, gdy wszystkie życiowe nadzieje zawiodą, a światła wystarczy zaledwie na jeden krok do przodu.
W ostatnim okresie życia Matka Teresa z Kalkuty bardzo cierpiała. Od 1996 r. stan jej zdrowia na tyle się pogorszył, że coraz częściej przebywała w szpitalu, była dosłownie przykuta do łóżka. Świadkowie wspominają, że gdy tylko wracała jej świadomość, przytomność, natychmiast wykonywała znak krzyża. Robiła to nawet wtedy, gdy była podłączona do aparatury wieloma igłami wbitymi w ciało. W duchowych rozmowach doradzała, aby pierwszą rzeczą, którą robi się rano, było ucałowanie krucyfiksu. Ofiarowywanie Bogu wszystkiego, co powiemy, zrobimy lub pomyślimy w ciągu dnia. Podpowiadała, aby kochać Boga głęboką, osobistą i intymną miłością. Ona sama wciąż tęskniła za Bogiem. Ta tęsknota była tak wielka, a choroba tak uciążliwa, że wreszcie umieszczono w jej sali szpitalnej Najświętszy Sakrament. W czasie jednego z ataków serca do płuc zakonnicy wprowadzono rurkę, ale stan chorej nie poprawiał się. Zanim w końcu wyjęto rurki, lekarz zwrócił się do opiekującego się Matką Teresą księdza: „Ojcze, idź do domu i przynieś Matce to pudełko”. Przez chwilę ksiądz nie wiedział, o jakie pudełko chodzi. Lekarz wyjaśnił: „To pudełko, tę świątynię, którą przynoszą jej do pokoju, a Matka przez cały czas na nią patrzy. Proszę przynieść, ona jest wtedy bardzo spokojna. Kiedy to pudełko jest tutaj, ona tylko patrzy, patrzy i patrzy. I jest inna”. Jak niegdyś w Nazarecie: „oczy wszystkich [w synagodze] były w Nim utkwione” (Łk 4, 20). Oczy chorej na serce Matki Teresy utkwione w Nim, eucharystycznym Jezusie, przywracały ciału spokój, przynosiły ukojenie. Najświętsza Obecność oddalała ból i lęk. Hinduski lekarz, który poprosił o „pudełko”, był nieświadomym świadkiem władzy Eucharystii nad Misjonarką Miłości. Władzy Ukochanego nad ukochaną.
Paweł mówi o swoim głoszeniu językiem zdumiewającym: „nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię; świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku (gr. anankē); biada mi bowiem, gdybym nie głosił”. Apostolat jest koniecznością nałożoną przez Pana, jak u proroków, którym słowo paliło się w kościach. Cały kontekst rozdziału dodaje temu wyznaniu ostrości. Paweł ma pełne prawo (gr. exousia, dokładnie w sensie uprawnienia) do utrzymania od wspólnot, bo „Pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię” (1 Kor 9,14; ta norma odezwie się po wiekach w kościelnym prawie o utrzymaniu duchownych, por. kan. 281 KPK). A jednak z tego prawa dobrowolnie rezygnuje. Zrzeczenie się uprawnienia dla wiarygodności Ewangelii jest Pawłowym wkładem do nauki o wolności.
Każdy spragniony i głodny może posilić się, korzystając z lodówki z „bułkami miłosierdzia”, która znajduje się przy Domu Duszpasterskim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.
Codziennie świeże kanapki, drożdżówki i woda dostępne są bezpłatnie dla osób potrzebujących. I każdy, kto czuje taką potrzebę, może z nich skorzystać. Specjalna lodówka symbolicznie pomaga wypełnić uczynki miłosierne względem ciała: głodnych nakarmić i spragnionych napoić. Jest ona konkretnym dziełem powstałym w ramach rocznych przygotowań do 25. rocznicy zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu przez św. Jana Pawła II. - Pragniemy w tym szczególnym roku przypominać o tym, że „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” - podkreśla Małgorzata Pabis, rzecznik prasowy Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, dodając, że od 23 sierpnia do lodówki trafiło już ponad tysiąc bułek i drożdżówek.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.