Reklama

Łódzka Ekumeniczna Droga Krzyżowa przeszła ulicami Jerozolimy

2018-12-08 10:27

xpk / Jerozolima (KAI)

Archidiecezja Łódzka

Uczestnicy pierwszej Łódzkiej Ekumenicznej Pielgrzymki do Ziemi Świętej uczestniczyli w piątek w nabożeństwie Drogi Krzyżowej, której trasa prowadziła po wąskich uliczkach Jerozolimy. Idąc po śladach Zbawiciela, rozważali oni teksty przygotowane przez duchownych poszczególnych Kościołów Chrześcijańskich uczestniczących w tej pielgrzymce.

- Po dość długiej przerwie wracamy z ideą ekumenicznej Drogi Krzyżowej i to nie byle gdzie, bo w tym najważniejszym miejscu, gdzie to wszystko się rozegrało, a wiec w Jerozolimie – mówi ks. Michał Makula – proboszcz luterańskiej parafii p.w. św. Mateusza w Łodzi. - Jest to wielkie przeżycie, i nawet ta aura, która nie jest sprzyjająca, pozwala nam abyśmy się wgłębili się w te teksty, abyśmy stanęli w tych miejscach, w których swoje ostatnie kroki na tej drodze ziemskiego życia prowadził nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus. To wszystko pozwoli nam w przeżyciu - zrozumieniu tego dramatu zbawienia, bo nie było innej drogi, aby zbawić człowieka – tłumaczy łódzki pastor.

- To nabożeństwo pozwala nam przypomnieć sobie przede wszystkim Wielki Piątek, który jest dla nas ewangelików największym świętem kościelnym w roku – mówi Wiesława Werner. – W czasie nabożeństwa wspominaliśmy Mękę Pańską i to, jakie znaczenie dla nas, w naszym życiu miało to wydarzenie, kiedy Chrystus na krzyż poniósł nasze grzechy i przez to możemy być dzisiaj wolni. Możemy być dzięki temu tu dzisiaj i radować się razem – podkreśla uczestniczka pielgrzymki.

Choć nabożeństwo Drogi Krzyżowej jest nabożeństwem o wielowiekowej historii i tradycji katolickiej, to jednak uczestnictwo w nim nie przeszkadza w pobożności ewangelickiej. – My mamy także nabożeństwa Drogi Krzyżowej, choć one nie nazywają się w ten sposób, ale nazywane są Pasyjnymi Nabożeństwami Tygodniowymi gdzie rozważamy poszczególne etapy wędrówki Jezusa na krzyż – dodaje ks. Makula. - Nie mamy tych wizualizacji tak, jak w Kościele katolickim, natomiast są u nas nabożeństwa gdzie tę drogę Chrystusa na krzyż rozważamy i kontemplujemy i odnosimy ją do swojego życia. Nabożeństwa te mają miejsce w naszym Kościele w Wielkim Poście. Tak więc, jak najbardziej dobrze się czujemy w tej formule – zauważa.

Reklama

Nabożeństwo zakończyło się w kościele luterańskim gdzie po wspólnej modlitwie wszyscy przekazali sobie znak pokoju i zostało udzielone Boże błogosławieństwo.

Następnie poszczególne grupy ekumenicznej pielgrzymki mogły nawiedzić Golgotę i bazylikę Bożego Grobu.

Piątkowa Ekumeniczna Droga Krzyżowa, która przeszła ulicami Jerozolimy nawiązywała do tej, którą zainaugurowano w latach 90 ubiegłego wieku w Łodzi. Wówczas nabożeństwo to było celebrowane w wieczór wielkopiątkowy i miało charakter ekumeniczny. Rozpoczynało się przy Kościele Ewangelicko – Augsburskim p.w. św. Mateusza, a kończyło się w Kościele oo. Jezuitów przy ul. Sienkiewicza 60. Ekumeniczny charakter tego nabożeństwa nadawały rozważania i obecność duchownych bratnich Kościołów Chrześcijańskich.

Tagi:
Droga Krzyżowa

Siewierska Droga na Golgotę

2018-04-11 14:49

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 15/2018, str. VI

Już po raz trzeci w swojej historii parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Siewierzu podjęła się wielkiego trudu przedstawienia na żywo treści wydarzeń zamkniętych w 14. stacjach Drogi Krzyżowej Jezusa. Fenomenem misterium jest to, że odtwórcami wszystkich ról są mieszkańcy Siewierza

Emilia Lorek
Spotkanie z niewiastami

To grono 110 osób odtwarzających ewangeliczne sceny. Obok Jezusa i Jego Matki byli oczywiście Maria Magdalena, Józef z Arymatei, Prorok Nikodem, w którego wcielił się emerytowany proboszcz parafii ks. kan. Emil Ilków, uczeń Jan, dwóch łotrów, arcykapłani, faryzeusze, Żydzi, Piłat i jego żona Klaudia, niewiasty jerozolimskie, siepacze, żołnierze, chórzyści, którzy zapewnili tło muzyczne, a także narratorzy. Ten zakrojony na szeroką skalę spektakl odbył się w naturalnej scenerii. Pielgrzymi, idąc za Chrystusem, przebyli drogę od parafialnego kościoła, stanowiącego pretorium Piłata aż na Golgotę, czyli na Górki Rejętowskie. Trasa wynosiła tyle, ile rzeczywista Droga Krzyżowa, tzn. równy 1 km. Blisko 3-godzinne plenerowe Misterium Męki Pańskiej odbyło się w Wielki Piątek o godz. 15.00. Ciężar zorganizowania Drogi Krzyżowej podjęło wielu parafian, którzy całym sercem, oddaniem i poświęceniem zapragnęli ofiarować go wraz z modlitwami. Reżyserem widowiska i autorką scenariusza była p. Irena Świertok-Kmiecikowa.

W niezwykłym czasie z niezwykłym Świętym

Misterium odbyło się w niezwykłym czasie – 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Warto zaznaczyć, że parafianom podczas całego Wielkiego Postu towarzyszył św. o. Pio, którego myśli stały się podstawą ku temu, by wzmocnić wiarę i wrażliwość na Ewangelię. To właśnie tego Świętego z Pietrelciny Chrystus zaprosił słowami: „Weź udział w mojej męce…” A słowa Jezusa przekazane przez o. Pio spowodowały, że mieszkańcy Siewierza i okolic tak licznie wzięli udział w tegorocznym Misterium Męki Chrystusa. Nie ulega wątpliwości, że Wielki Post z Drogą Krzyżową pomógł w wewnętrznym duchowym nawróceniu, duchowym zmartwychwstaniu – podobnie jak 100 lat temu odrodziła się i zmartwychwstała nasza Ojczyzna.

Misterium Męki Pańskiej

Droga na Golgotę przebiegała tak, jak ukazuje ją Ewangelia. Przeżyliśmy wszystkie sceny, wszystkie momenty i spotkania Chrystusa podczas Drogi Krzyżowej, wszystkie upadki, całą Mękę Jezusa krok po kroku aż po ukrzyżowanie, śmierć, złożenie w grobie i zmartwychwstanie. Nie zabrakło zjawiskowych efektów specjalnych, modlitwy, rozważań i śpiewu. Każdej stacji towarzyszyła krótka tzw. stop-klatka, podczas której postaci zatrzymywały się jakby w bezruchu. W tym czasie prowadzone były krótkie rozważania danej stacji połączone z modlitwą. Przedłużeniem Męki Pańskiej była Godzina Święta w parafialnym kościele, która odbyła się w Wielki Piątek a rozważania przy grobie Chrystusa prowadziła parafialna młodzież – uczniowie, studenci i młodzież pracująca. Piękna scena dotycząca Zmartwychwstania została ukazana podczas Rezurekcji. Po Mszy św. do wyciemnionego kościoła weszły trzy Marie z lampkami oliwnymi, podeszły do pustego grobu i dowiedziały się od anioła, że Jezusa już tutaj nie ma. Poinformował je, by podążyły do Galilei. Następnie do kościoła ze sztandarem wszedł Chrystus – zwycięzca śmierci, piekła i szatana i po słowach: „Pokój wam!” przybliżył obecnym swoje zwycięstwo nad śmiercią, zapraszając wiernych do procesji rezurekcyjnej.

Na pierwszym i drugim planie

Wszyscy występujący bardzo przeżyli swoje role. Prawie cały zespół z ubiegłych lat wziął udział w tegorocznej Drodze Krzyżowej. Pojawili się także nowi aktorzy. Obok aktorów był także tzw. „drugi plan”. To ponad 40 osób, które wspierały całe trudne logistycznie przedsięwzięcie (nagłośnienie, obsługa prądu, platformy). Nastroje i motywacje w zespole aktorów były ogromne, bo przecież każdy z nas, idąc na Drogę Krzyżową, przychodzi jako pielgrzym, z osobistymi prośbami, podziękowaniami, z modlitwą. – Jestem wzruszona postawą wszystkich artystów – amatorów, a szczególnie tych, którzy podjęli się najtrudniejszych ról. Są to ukrzyżowani Jezus i łotrzy. Gratuluję zaangażowania i wyrażenia osobistych emocji (mimo wewnętrznych oporów) brutalnym żołnierzom i ich dowódcy, bezlitosnym siepaczom, zaciekłym kapłanom i faryzeuszom oraz rozwścieczonemu tłumowi Żydów. Wzruszyły role przyjaciół Jezusa z Maryją na czele, z Szymonem z Cyreny, Weroniką i płaczącymi niewiastami. Zapamiętamy także wrażliwą Klaudię – żonę Piłata, która szczerze wstawiła się za Jezusem – zaznacza p. Irena Świertok-Kmiecikowa.

Wielkopiątkowe rekolekcje

Były to osobiste rekolekcje. Dziś szukamy Boga na skróty, a przynajmniej raz na jakiś czas powinniśmy się zatrzymać. Okazją jest właśnie Droga Krzyżowa, która jest uniwersalna, dla wszystkich – wierzących, wątpiących i niewierzących, bo tam na Drodze Krzyżowej każdy może odnaleźć siebie. Każdy ma coś z tych postaci – i z Matki Bożej, i z łotrów, i z Piłata, i ze św. Weroniki… To był tylko 1 km, symbol wszystkich dróg życia, a właściwie naszej życiowej drogi. Wszystkim uczestnikom Misterium cały zespół aktorów na czele z panią reżyser Ireną Świertok-Kmiecikową oraz proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Siewierzu ks. Markiem Cudą życzą, by przeżycia, które wypłynęły z obecności na tegorocznej Drodze Krzyżowej pomogły w odnalezieniu siebie na ścieżce własnego życia i w zrozumieniu cierpienia i siły krzyża – tego na ramionach Jezusa i tego krzyża na naszych ramionach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Idę po śmierć, idę po życie

2018-11-28 11:01

Z ks. Piotrem Pawlukiewiczem – słynnym rekolekcjonistą, zmagającym się z ciężką chorobą – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP
Niedziela Ogólnopolska 48/2018, str. 18-20

Ks. Piotr Pawlukiewicz to jeden z najbardziej znanych polskich rekolekcjonistów.
Na spotkania z nim przychodzą wielkie rzesze wiernych. Znany jest również z niedzielnych kazań podczas Mszy św. transmitowanej przez Polskie Radio. W wyjątkowym wywiadzie dla „Niedzieli” opowiada o swojej chorobie, o tym, jak przygotować się na śmierć, i dlaczego warto dążyć do świętości

youtube

KRZYSZTOF TADEJ: – „Wstań. Albo będziesz święty, albo będziesz nikim” – to tytuł najnowszej Księdza książki. Dlaczego tak wysoko stawia Ksiądz poprzeczkę? Nie lepiej powiedzieć: „Czyń więcej dobra” lub po prostu: „Bądź lepszy”?

KS. PIOTR PAWLUKIEWICZ: – Wysoko to nie znaczy ponad ludzkie możliwości. Co to znaczy być świętym? Jeśli ktoś myśli, że święty to ten, kto nie popełnia błędów, że to chodzący ideał, to rzeczywiście za wysoko stawiam poprzeczkę. Ona będzie nieosiągalna nawet dla papieża. Ale dla mnie święty to ten, kto dąży do świętości. Małymi krokami – dwa centymetry na godzinę, milimetr na rok. Idzie do świętości, a jak się cofnie, upadnie, zgrzeszy, to z pokorą podejmuje decyzję, żeby nadrobić stracony dystans. Wraca na poprzednią drogę, mozoli się, żeby osiągnąć łączność z Chrystusem.

– Czym zatem jest świętość?

– Świętość to wybór. Nieraz młodzież pyta: „Po co się spowiadać?”. „Po co się spowiadać, skoro i tak zgrzeszę, upadnę, zawiodę w różnych sytuacjach? Po co się spowiadać, skoro ciągle wracam do grzesznego życia?”. Zawsze odpowiadam: nasze decyzje dotyczą tego, na co mamy wpływ; tego, co możemy wybrać.

– Co dokładnie ma Ksiądz na myśli?

– Każdy z nas ma zaplanowany dzisiejszy wieczór i jutrzejszy dzień. Mniej więcej wiemy, co będziemy robili w tym dniu, czy coś dobrego, czy złego. Nikt nie wie, czy popełni zło np. w 2054 r. Nie wiemy, co będzie się działo w dalszej przyszłości. Odpowiadamy za to, nad czym mamy władzę. Jeśli ktoś pyta: „Po co się spowiadać, skoro znów zgrzeszę?”, to ja pytam, czy planuje grzech. Jeśli planuje, to rzeczywiście jest kiepsko. Jeśli natomiast w dniach, nad którymi mamy władzę, nie planujemy grzechu, to w tym momencie stajemy się święci. W pełnym znaczeniu tego słowa.

– Kiedyś, mówiąc o świętości, opowiadał Ksiądz o filmie, którego bohaterem był Gandhi...

– Jest w tym filmie scena, jak Hindusi idą do fabryki. Angielska policja wali ich pałkami po głowie. Potem stojące kobiety obmywają im rany, a oni na nowo ustawiają się w kolejkę i idą do fabryki. I znowu dostają w głowę, i znowu kobiety obmywają im rany, i tak w kółko. To jest symbol naszej drogi do nieba. Szatan daje nam po głowie, a Kościół robi opatrunek. Opatruje sakramentem, Eucharystią, miłością bliźniego. Potem szatan znowu daje nam po głowie i Kościół znowu nas leczy. Świętym nie jest ten, kto siedzi obok i krytykuje: „I co ci to da?”. Świętym jest ten, kto uporczywie zmierza do Pana Boga. Spójrzmy na Piotra. Dlaczego był święty? Przecież nic nie umiał, nic mu nie wyszło oprócz jednego. Oprócz wracania do Pana Boga. Wielu ludzi jest pysznych. Wstydzą się spowiedzi. Wychodzą na ring tylko wtedy, gdy wiedzą, że wygrają. A jeśli mają cień podejrzenia, że mogą przegrać, to nie podejmują w ogóle walki. Ja zachęcam do walki.

– Nieraz słyszymy, że człowiek, który grzeszy, nie będzie szczęśliwy. To dlaczego ludzie grzeszą?

– Bo to jest na początku bardzo atrakcyjne. Dlaczego jeszcze? Ludzie są pyszni, pokazują płytką dumę, nieraz pokazują, „kim to ja nie jestem”. I wadzą się z samym Bogiem. Kiedyś zapytano żebraka przed katedrą w Warszawie, ile dziennie zarabia. Odpowiedział, że w niedzielę do dwustu złotych. Pytający był zdumiony: „Jak to?! Pan tak sobie tylko siedzi i zarabia aż dwieście złotych? To przecież niesamowite!”. Żebrak odpowiedział krótko: „Bo ludzie są głupie!”. No i my grzeszymy dlatego, że też jesteśmy „głupie”. Wydaje nam się, że obietnica diabła to jakaś superoferta, coś nadzwyczajnego. A kończy się jak zwykle: płaczem, łzami, wyrzutami sumienia i uświadomieniem sobie własnej głupoty.

– W najnowszej książce pisze Ksiądz, że wiele osób jest niezadowolonych. I dzieje się tak bez względu na to, co mają i czym się zajmują. Ciągle coś nam przeszkadza. To jak znaleźć szczęście? Zaakceptować życie takie, jakie jest? Jeśli np. widzimy coś złego w Kościele, to mamy się nie odzywać, tylko kochać Kościół bez względu na to, co się w nim dzieje?

– Kiedy podczas rejsu ktoś nagle krzyknie, że w okręcie jest dziura, to raczej wszyscy rzucą się do roboty pod kierunkiem kapitana, żeby mieć szansę wyjść z tego cało. Mamy kochać Kościół takim, jaki jest. Nigdy nie był doskonały. Zawsze byli w nim grzesznicy, bo Kościół jest szpitalem. Człowiek, który grzeszy, jest w szpitalu. Jest chory i znajduje pomoc. Nieraz słyszę: „Tamten facet chodzi do kościoła, a przecież grzeszy. Wieczorami kłóci się z żoną”. Odpowiadam: „Ale jakby nie chodził do kościoła, to może by ją zabił?”. Ja, gdybym codziennie nie chodził do kościoła, na pewno byłbym gorszy, niż jestem, na pewno trochę bym rozrabiał. Kościół nas leczy. Pan Jezus jest ordynatorem, Matka Boża – pielęgniarką.

– Wróćmy do tych osób niezadowolonych z życia. Czy można znaleźć szczęście już teraz? W miejscu, w którym żyjemy, i w warunkach, w których się znajdujemy?

– Oczywiście. Kiedyś czytałem wspomnienia jednej z więźniarek z Ravensbrück. Napisała, że nigdzie nie spotkała tak wspaniałych ludzi jak tam – życzliwych, pomocnych, z otwartym sercem. Mówiła o swoich towarzyszkach, że to aniołowie chodzący po ziemi. Tam więźniarki pomagały sobie nawzajem. Gotowe były oddać za siebie życie. I chwaliły Boga za dobro, które przekazywał przez ich serca.

– Nie zawsze łatwo odnaleźć szczęście. Ktoś np. dowiaduje się, że jest chory na nowotwór, ma przerzuty i zostało mu kilka miesięcy życia. Jak ma odnaleźć szczęście?

– Wszystko zależy od tego, czy ta osoba jest przygotowana na śmierć. Każdy z nas ma się przygotowywać do tej chwili. Godzina śmierci jest najważniejsza, bo w niej dokonamy ostatecznego wyboru. Wybierzemy szczęście albo, nie daj Boże, piekło. Niektórzy pójdą do piekła z własnej chęci, z własnej woli na złość Panu Bogu. Tak Go nienawidzą. Nienawiść zatruwa człowieka. Człowiek nieraz z nienawiści potrafi cierpieć tylko po to, żeby innemu zadać ból.

– Wróćmy do człowieka, który się dowiedział, że ma nowotwór.

– Człowiek powinien być przygotowany, że może stać się inaczej, niż sobie tego życzymy. Gdy składamy życzenia, często słyszymy: „wszystkiego najlepszego”, „niech ci się wiedzie”, „powodzenia”, zdrówka, zdrówka, a przede wszystkim zdrówka”. Trzeba być przygotowanym, że może być inaczej, i życzyć ufności Chrystusowej. Kiedyś mój kolega ksiądz opowiadał, że w dzieciństwie, kiedy jechał rowerem, ciężarówka przycisnęła go do krawężnika. Przewrócił się z wielkim hukiem, rozbił kolano i zapłakany wrócił do domu. Mama spytała, o czym myślał, gdy ta ciężarówka na niego jechała. Była przekonana, że usłyszy o mamusi i tatusiu. Ale tak nie odpowiedział. To są chwile, kiedy trzeba myśleć o Bogu. Gdy spotyka nas takie nieszczęście jak nowotwór, myślmy o Bogu.

– Pojawiają się pytania: „Dlaczego ja? Skoro Bóg jest wszechmogący, może mi przecież pomóc; dlaczego nie pomaga?”. Czy są dobre odpowiedzi na takie pytania?

– Oczywiście, można znaleźć odpowiedź. Zależy to od konkretnej sytuacji. W niejednym domu nastąpiły zgoda, pojednanie, otwarcie oczu na coś, czego się wcześniej nie dostrzegało, tylko dlatego, że ktoś z pokorą przyjął śmierć. Takie osoby mogą zrobić dużo dobrego. Dostały oręż do czynienia dobra. A śmierć przecież i tak kiedyś nastąpi.

– Śmierć, która niczego nie kończy. Można powiedzieć: Idę po śmierć, czyli idę po życie?

– Życie się nie kończy, ale się zmienia. Idę po śmierć, idę po życie. Tak, to dobre określenie. Na pogrzebie mówi się o człowieku, który umarł. Ale przecież to my umieramy, a on żyje. Ilu rodziców, ojców, matek bierze dzisiaj Biblię do ręki i rozmawia z dzieckiem o zmartwychwstaniu? Posłużę się przykładem. Na dworcu kolejowym możemy zobaczyć tunel. Na peronie ptak dziobie okruszki. Mógłby wlecieć w ten tunel i znaleźć dużo jedzenia. Ale się boi. My też tak żyjemy. Nasze okruszki to samochód, DVD, komputer. Dziobiemy, a ciasny tunel prowadzi do życia wiecznego. Tylko że młodzi ludzie wiedzą jedno: liczy się kasa. Jedyną powszechną ideologią w Polsce jest materializm praktyczny. My tu sobie rozmawiamy, a tymczasem w Polsce odbywa się, powiedzmy, kilka tysięcy rozmów o pieniądzach. Jak mało mam kasy, jak bardzo potrzebuję kasy, gdzie można więcej zarobić...

– Co Ksiądz mówi tym, którzy tylko o tym myślą?

– Puknijcie się w głowę! Wjechaliście w ślepą uliczkę. Ona jest bajecznie kolorowa, śliczna, ale na końcu okaże się, że jest ślepa. Nie zaprowadzi nikogo do szczęścia. Godzinami mogę opowiadać o ludziach, którzy teoretycznie powinni być nieszczęśliwi, a jednak jest inaczej. Ostatnio np. fotografowano siostrę zakonną, która ma sto lat. Szukano oblicza starego człowieka na okładkę książki. Siostra zapytała, o czym jest ta książka. Usłyszała, że o ludziach starych, smutnych, chorych. Podziękowała. „To nie dla mnie i nie o mnie”. Miała pokój w sercu. Była szczęśliwa.

– Był Ksiądz kiedyś kapelanem w szpitalu. Widział, jak ludzie odchodzą z tego świata. I przyszła ta chwila, kiedy to Księdza dotknęła choroba. Jak to Ksiądz przeżywa?

– Na razie raczej z humorem. Nie załamuję się. Lubię rozmawiać z Panem Bogiem po wojskowemu, chociaż nigdy w wojsku nie byłem. Wyobrażam sobie, że Pan Jezus mówi o chorobie: „Pawlukiewicz, masz nowego przyjaciela”. Odpowiadam: „Tak jest!”. I żyję dalej.

– Boli?

– Bólu nie czuję. To ograniczenie ruchowe, brak koordynacji. Przewróciłem się już może z 30, 40 razy.

– Czyli żartów nie ma?

– Bywa niebezpiecznie. Jak upadam, np. ze schodów, to myślę, żeby jakoś ręce pochować i przyjąć ciałem ciężar uderzenia.

– To choroba Parkinsona?

– Tak.

– Można ją zatrzymać?

– Można ją spowolnić i to się w dużym stopniu udaje. Ale po jakimś czasie zawsze sunie do przodu. Pół milimetra, centymetr, ciągle dalej.

– Kiedy Ksiądz się zorientował, że jest poważnie chory?

– W 2007 r. Przy goleniu zadrżała mi ręka. Nie mogłem precyzyjnie dotykać maszynką twarzy. Potem był problem z wyciągnięciem chusteczki do nosa albo portfela z kieszeni. Z trudem myłem zęby. Ale jeszcze wtedy były to drobne dolegliwości. Teraz jest inaczej. Szukam jednak pozytywnych stron. Jestem wzruszony opiekuńczością sióstr zakonnych, kapłanów, ludzi świeckich. Przychodzą, pytają, czy w czymś mi pomóc, czy dokądś podwieźć, coś kupić. Te codzienne doświadczenia kontrastują z obrazem polskiego kleru, który ostatnio przedstawił jeden z reżyserów. Ja widzę codziennie inny świat i jestem nim pozytywnie zaskoczony.

– Czy boi się Ksiądz śmierci?

– Teraz nie (uśmiech). Siedzimy sobie w miły jesienny wieczór. Miło się rozmawia, jest przyjemnie. Ale jak przyjdzie lekarz i powie, że to już koniec, to pewnie będę zazdrościł tym, którzy będą mogli oglądać następne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Pewnie też tym, którzy dostaną nowy sprzęt muzyczny, taki idealny, bezszumowy... Wiem jednak, że Pan Bóg pokaże mi w niebie wiele fantastycznych rzeczy, o których na ziemi nie mamy pojęcia. Oczywiście, jeśli znajdę się w niebie, o co Boga pokornie proszę.

– Mówi Ksiądz, że każdy powinien przygotować się do śmierci. A Ksiądz jak to robi?

– Dużo myślę o śmierci, o przemijaniu. Dwa miesiące temu umarła moja mama. Widziałem ją przez całe moje życie, czyli prawie przez 60 lat. Przyglądałem się, jak żyła, byłem blisko w chorobie, kiedy umierała. I bardzo realnie spojrzałem na siebie. Mam prawie 60 lat, jestem chory. Oczywiście, można jeszcze pracować, funkcjonować, ale trzeba realnie oceniać sytuację i przygotować się na ten moment. Przygotować – to znaczy wypełnić swoją misję na maksa. Zrobić to, co zostało do zrobienia i co można zrobić przy wszystkich ograniczeniach. Tak, aby potem stanąć jak szeregowiec przed Generałem i usłyszeć od Niego słowa: „Dobrze, synu. Wiele uczyniłeś dobrego i wielką dostaniesz nagrodę w niebie”.

– Liczy Ksiądz na cud? Przecież wiele osób doświadczyło cudu.

– Kiedy o tym myślę, mówię sobie: „To byłby numer!”. Podchodzę do wszystkiego z humorem. Na początku, gdy lekarze stwierdzili, że to choroba Parkinsona, pojechałem do sióstr zakonnych na rekolekcje. Laseczką się podpierałem, żeby się nie przewrócić. Na spotkaniu po skończonych rekolekcjach słuchaczki wymieniały poglądy: które nauki się podobały, które mniej. Ze zdumieniem usłyszałem od 90 proc. zakonnic, co zrobiło na nich największe wrażenie: to, że ks. Pawlukiewicz o lasce zmagał się przy ołtarzu, żeby czegoś nie wylać, bo ręka mu drżała. Potem pojechałem na zamknięte rekolekcje do studentów i usłyszałem to samo. Wtedy dopiero można się było załamać! Trochę się buntowałem, no bo jak to, nie podziwiają moich słów, wygłaszanych mądrości, tylko podziwiają laskę, którą się podpieram, żeby nie wylądować na ziemi? Skandal! (śmiech).

– Bywają chwile depresji?

– Kiedyś miałem złe dni. Pomyliłem tabletki i zajrzała mi w twarz perspektywa domu starców. Marzyłem wcześniej, że jak będę ociężały, to kupię sobie jakiś fajny, duży telewizor. Tak na koniec. A potem przepiszę go jakimś biednym dzieciom. A tu po lekach nastąpiło jakieś nagłe załamanie zdrowia i perspektywa, że już nie zdążę zrobić nawet tego i wyląduję w domu księży emerytów. A tam łóżko i pampersy.

– Czy w takiej sytuacji inaczej przeżywa się życie? Czy jest się bliżej Boga?

– Cieszę się, że Bóg uchronił mnie od postawy buntu. Od stawiania pytań, dlaczego, i mówienia: „przecież dobrze żyłem”.

– Powróćmy na koniec do najnowszej książki. Jakie jest jej najważniejsze przesłanie?

– Chcę przekazać wszystkim: gryź, kop, szalej, ale wracaj. Wracaj do Pana Boga. Na różne sposoby. Możesz żebrać, płakać, prosić o spowiedź, ale jednego nie zaniechaj. Wróć do Kościoła, wróć do Pana Boga. Konfesjonały są otwarte codziennie, za darmo. Nie czekaj na koniec życia, bo nie wiesz, kiedy nastąpi. Zacznij wracać. Już teraz.

– Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pomoc dla Kresowian

2018-12-11 13:42

Sławomir Błaut

W ratuszu miejskim przy placu dr. Wł. Biegańskiego w Częstochowie 10 grudnia miało miejsce podsumowanie akcji charytatywnej pod hasłem „Pomoc Polakom i polskim dzieciom na Kresach”.

Sławomir Błaut

Spotkanie zgromadziło osoby zaangażowane w akcję. Przybyli m.in.: ks. Ryszard Umański, wiceprezydent miasta Ryszard Stefaniak, Rafał Piotrowski – dyrektor Zespołu Szkół Technicznych im. Jana Pawła II w Częstochowie, a także dyrektorzy szkół, przedszkoli oraz organizacji biorących udział w przedsięwzięciu.

Sławomir Błaut

Jak podkreślił znany społecznik ks. Ryszard Umański, proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w Częstochowie – pomysłodawca akcji pomocy dla Kresowian – w 2018 r. przypadła już 6. edycja „Mikołaja dla Kresów”. – W tym roku w akcję włączyło się ponad 70 częstochowskich szkół – powiedział kapłan. – 12 ton darów trafiło do osób potrzebujących m.in. na Białoruś, Ukrainę i Litwę. Dodał, że w ramach inicjatywy pomocy Polakom na Kresach, zaangażowani nauczyciele, uczniowie oraz samorządowcy uczestniczą co roku w wyjazdach na dawne Kresy Rzeczypospolitej, by poznać te niezwykle piękne ziemie, na których zachowało się wiele śladów polskości.

Pozostali tam Polacy nie są Polonią – oni pozostali na polskiej ziemi, tylko granice zostały, decyzją mocarstw „przesunięte” na zachód po zakończeniu II wojny światowej. Nasi rodacy wciąż bronią tam polskości, dbają o miejsca pamięci narodowej.

Jedną z takich osób jest historyk, Józef Porzecki, zaproszony do Częstochowy na podsumowanie akcji pomocy dla Kresów. Zaprezentował on zgromadzonym w ratuszu miejskim wykład pt. „Kresowe wspomnienia”, zabierając obecnych w sentymentalną podróż po Kresach, przypominając m.in. losy Polaków w Grodnie i na Grodzieńszczyźnie, skąd pochodzi.

Na tej ziemi jest ok. 300 miejsc polskiej pamięci – kościoły, kaplice, cmentarze, mogiły bohaterów walczących za wolność Ojczyzny, pomniki, obeliski, domy, w których wychowywali się znani patrioci. Dużo jest grobów młodzieży – orląt poległych w obronie Rzeczypospolitej. Józef Porzecki pokazał wiele zdjęć miejsc przypominających polskość na Grodzieńszczyźnie, którymi się opiekuje. Podkreślił, że obrona polskości na Kresach jest niezwykle ważna, gdyż na Litwie, Białorusi i Ukrainie uczy się w szkołach historii widzianej z sowieckiej perspektywy.

Józef Porzecki oraz jego córka Justyna otrzymali medale prezydenta miasta Częstochowy. Wręczono także dyplomy za pracę charytatywną dla częstochowskich przedszkoli, szkół podstawowych, średnich, zawodowych i specjalnych. Spotkanie w ratuszu miejskim uświetniły występy pieśni patriotycznych i kresowych w wykonaniu Justyny Porzeckiej, uczniów Szkoły Podstawowej nr 48 w Częstochowie oraz Zespołu Szkół im. Jana Kochanowskiego przy ul. Warszawskiej w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem